Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 
Sortowanie wg:
Widok:

Tag: warta

http://rowerowywielun.pl/wp-content/uploads/2017/09/19-20170902_173513-960x1068_c.jpg

Na podbój Strońska


Dokładnie licząc od wczoraj, 78 lat temu wybuchła II wojna światowa. Niedaleko jak dla nas od Wielunia miała miejsce próba odparcia najazdu niemieckich wojsk w miejscowości Strońsko, po przejściu linii Warty przez wroga. Dziś tam co roku od paru lat odtwarzane są sceny z tamtych smutnych chwil w postaci inscenizacji, którą przygotowali maniacy i hobbyści historii. Jednym z takich maniaków jest nasz przyjaciel Grzesiu Nowak, który zapraszając nas na to wydarzenie rzucił wczoraj hasło: „może byście przyjechali?” Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać. Jedziemy podbić Strońsko! 🙂

http://rowerowywielun.pl/wp-content/uploads/2017/07/20-20170716_135849-960x540_c.jpg

Sto sowich kilometrów


Dzisiaj trasę ustalał Sowa. Także wszelkie reklamacje wiadomo gdzie 🙂 Ambitnie teren na 100, a nawet na 102 🙂

W pięknych okolicznościach przyrody ruszyliśmy według zaplanowanej trasy na Urbanice, a potem dalej na Stawek. Dzisiaj z nami nowy kolega Sylwester i jego kompan Łukasz, jeszcze nowszy 🙂

Masakra pyta się, czy wszystko ok z jego tylnym kołem. No coś jakby tańczy, ale może za mało powietrza. Nie, to nie to. Za chwilę okazuje się, że koło się zdecentrowało, jak ostatnio. Tym razem strzeliły dodatkowo dwie szprychy. Prezes próbował wyciągnąć rajfę na prostą dokręcając jedne i poluzowując inne szprychy.

W międzyczasie stoi sobie piękna kapliczka. Gdzieś za Stawkiem w polach. Jedna z piękniejszych, jakie widzieliśmy.

Jedziemy gdzieś bokami w stronę Skrzynna, raz lepszą, raz gorszą, a raz w ogóle bez drogi.

Niestety dojeżdżając do Skrzynna koło Masakry znowu odmówiło posługi i znowu puściły szprychy. Czule się żegnamy i kręcimy dalej. Masakra rzucając mięsem na lewo i prawo wraca na bazę 🙁

My ciągniemy wycieczkę dalej. Znaczy Sowa ciągnie. Jest atrakcja. Stary młyn, pamiętający czasy pierwszej wojny światowej. Wybudowany na meandrze Pysznej, do którego doprowadzony był kanał. „Obecny młyn pochodzi z XIX w., jednak w tym miejscu młyn wodny stał już wcześniej. Istniejący budynek posiada trzy naziemne kondygnacje oraz poziom podziemny, gdzie znajduje się turbina Francisa napędzająca młyn. Część parterowa z widoczną konstrukcją sumikowo-łątkową, wyższe kondygnacje oszalowane. Od strony drogi niewielka, zadaszona rampa. Przy młynie znajduje się dom młynarza, tzw. młynarzówka. Młyn posiada napęd wodno-elektryczny. Młyn jest w pełni sprawny i wykorzystywany do produkcji śruty dla zwierząt gospodarskich.” – za turystyka.wielun.pl.  A Sowa mówił, że nie działa! 😛 Fakt faktem, kanał młyński jest wyschnięty, ale pewnie nie potrzeba wody do produkcji śruty.

Odkrywamy dalej piękną pożarówkę, która nie jest co prawda na naszym wyznaczonym szlaku,  ale możemy spróbować ją objechać. Musimy odbić na prawo, ale jeszcze tu wrócimy 🙂

Bokami i leśnymi duktami kierujemy się na Konopnicę. Klimatycznie. Pięknie. Pachnie lasem. Potem też, chociaż to dopiero trzydziesty kilometr 😉

Piękna, długa prosta na Konopnicę. Na odcinku paru kilometrów napieprzone szlabanów, jak ruskie rakiet, większość da się objechać, ale dwa kazały się przed sobą ukłonić 🙂 Jeden był nawet otwarty 🙂

W międzyczasie pokonywania szlabanów Sylwek postanowił złapać sobie komara. W oko 🙂 Także mała przerwa.

Dojeżdżamy do Konopnicy, Sowa prowadzi nas nad rzekę, żeby pokazać grodzisko po drugiej stronie rzeki, a tym brzegiem dojechać do mostu. Wjeżdżamy na prywatną posesję i się okazuje, że rzeka dzisiaj zamknięta 🙂 Musimy wrócić na asfalt.

Miejscówka niczego sobie, boiska do siatkówki plażowej, jak również do nogi plażowej. Oprócz tego parasole, miejsce do siedzenia, browary, fast foody i takie tam 🙂 Ale na razie nic nieczynne. Ciśniemy na Konopnicę.

Kolejnym punktem historycznym jest „cmentarz o pow. ok. 0,2 ha, na którym spoczywa 54 żołnierzy oraz dowódca major Stanisław Jaszczuk z 72 pułku piechoty im. Dionizego Czachowskiego z Radomia. 72 pp wchodził w skład Armii „Łódź” i bronił przeprawy mostowej przez Wartę w Konopnicy. Żołnierze pochowani na cmentarzu polegli 3 września 1939 r. w walce z hitlerowcami.

Cmentarz składa się z centralnie usytuowanego betonowego pomnika przedstawiającego orła w koronie na postumencie wraz z dwoma tablicami pamiątkowymi (na jednej z nich wymienione są nazwiska wszystkich pochowanych tu żołnierzy, na drugiej znajduje się informacja ogólna o przynależności wojskowej poległych) oraz dziesięciu nieoznaczonych kwater z krzyżami. Całość założenia cmentarnego  otoczona zielenią.” za turystyka.wielun.pl

W Konopnicy mamy zrobić sobie postój. W końcu 40km praktycznie bez dłuższego przystanku. Pamiętamy, że jest bar, mijamy więc sklep i kierujemy się do baru. A na drzwiach baru napis: NIECZYNNE Z POWODU ŻE ZAMKNIĘTE 😀 😀

Wracamy do sklepu. Bierzemy tutaj zestaw rolnika, czyli bułka+kiełba, popijamy różnymi słodkimi napojami, żeby czkawki nie dostać 🙂
Sowa mówił coś, że pokaże nam kościół w Konopnicy, a tu proszę. Ma go na kasku 🙂

Odjeżdżamy od Konopnicy. W tle Sowa zostawił jednak kopułę kościoła w drzewach, która swoim majestatycznym wyglądem naprawdę pięknie się prezentuje.
Wjeżdżamy w pola i mijamy olej słonecznikowy w proszku. Widok równie piękny.Jedziemy na Anielin. Dalej na Tobułki, gdzie są bunkry z II wojny. Ale dzisiaj bunkry odpuszczamy. Po drodze Kiełczygłówek, Delfina.

Jesteśmy w Siemkowicach. Ogromne wrażenie robi na nas pomnik przyrody: lipa szerokolistna. Taka lipa na sterydach, że w pewnym momencie przesadziła z przyrostem masy i trzeba było ją popodpierać lancami.
Zaraz za lipą rozciągają się piękne stawy hodowlane. Napawamy się widokami i kręcimy na Laski.
Dziś grupowo zaliczyliśmy Laski. Nawet trafił się jeden ułom w Sejczencie, który najpierw nas strąbił, że chciał wyprzedzić a się nie zmieści, ustąpiliśmy, a kiep wyprzedził i skręcił zaraz w lewo w posesję. Brawo! Gratulacje! Jaki stary, taki głupi. A młody nie był.
Z Lasek na Kochlew. Tu Sowa próbował przekonać mapę, że droga, której nie ma na mapie jest w jego wyobraźni i usilnie szukaliśmy przejazdu do singla na Krzeczów. Znaleźliśmy stary młyn w Kochlewie i to była jedyna atrakcja na tym odbiciu ze szlaku 🙂

Singlem na Krzeczów, dalej wąwozami na Kamion. Ambitne plany pokonania Syzyfowej górki wzięły w łeb i daliśmy sobie spokój, docierając do Przywozu asfaltem. Jednak ponad 80 km dało się już czuć.

Jesteśmy w kaplicy. Jak koń z kotem, czyli kot łakomy, ale akurat nie pasowało mu, z czym Koniu miał kanapkę, bo jednak nie z myszą, a z szynką. Nie ruszył bydlak.
Tu po dłuższym odpoczynku pożegnaliśmy się z Sylwkiem i Łukaszem i sami pokręciliśmy na Łaszew.Nowym asfaltem dokręciliśmy do Łaszewa, gdzie mimo pokonanych kilometrów mamy jeszcze siłę walki na podjeździe i walka trwa do samego końca 🙂

Z Łaszewa wbijamy na Strugi, gdzie już z powrotem w teren. Mamy już 96 km.
Buri na prawie ostatnim zakręcie próbując ominąć kałużę postanowił przytulić się do trawy. Skubany zwinny taki, że nie dał się ustrzelić w obiektywie, szybko się pozbierał i udawał głupa. Ale wszyscy widzieli 😀

Dojechaliśmy na odgrzewany obiad, było świetnie, trochę męcząco, ale udowodniliśmy sobie i innym, że nie ma barier na rowerze 🙂

 

http://rowerowywielun.pl/wp-content/uploads/2017/07/01-20170708_131859-960x540_c.jpg

Jadzim na Zadzim, czyli Jeziorsko i okolice


29 lipca szykujemy się w parę osób na IT Orient, czyli jazdę rowerową na orientację, która będzie miała miejsce na wschód od zbiornika Jeziorsko, obejmując głównie trzy gminy: Pęczniew, Wartę i Zadzim. Często przed imprezą robimy sobie małe badanie terenu, więc dzisiaj padł termin na objazd tego kwartału. Auta parkujemy w Pęczniewie, gdzie będzie start imprezy. Zaraz obok jest zbiornik Jeziorsko.

Menu

Facebook