Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 
Sortowanie wg:
Widok:

Tag: rower

http://rowerowywielun.pl/wp-content/uploads/2018/06/02-20180630_085023-960x540_c.jpg

Bike Orient Ćmińsk



W tym roku nasza grupa bardzo poszła w różnego rodzaju odgałęzienia rowerowe, poczynając od klasycznego MTB, poprzez leniwe kręcenie, wykańczającą szosę, zjazdy singlami po górach, no i orienteering.

http://rowerowywielun.pl/wp-content/uploads/2018/04/49-20180407_172929-960x540_c.jpg

Liszkor!


Grupa Rowerowy Wieluń podzieliła się ostatnio dość, dość. Mianowicie, jest nas około 40 osób i spośród tych mamy już kilku szosowców, większość jednak MTB, ale to też się dzieli na fulla i HT ostatnio 🙂 Za chwilę będzie komenda: idziesz na rower? A na jaki? Sraki! MTB, szosa, Trail, Enduro… no można się zesrać z wyboru 😉 Ale jest jeszcze jedna rzecz: jazda rowerem na orientację. Brzmi znajomo? 🙂 No to mamy kolejny rowerowy orienteering za sobą. Liszkor. Baza w Tenczynku. Tam jest jakiś browar. Wygramy go! 🙂 Na jazdę decydujemy się w dwie osoby: Daruś i Prezes. Zajeżdżamy na miejsce. Miejsca do parkowania brak, bo trzeba było wystartować jednak na 150 km, to wcześniej by się przyjechało i byłoby gdzie stanąć 😉 A tymczasem dzięki dogadaniu tematu z proboszczem z pobliskiego kościoła mamy spokojnie ogarnięty parking. Szykujemy fatałaszki i ciśniemy na bazę. Tam spotykamy naszych przyjaciół: Grzesia i Arka, z nowo wciągniętym kolegą w temat 🙂 Oni już nas nienawidzą 😉

Ogarniamy pakiety startowe, i czekamy na odprawę. Monika pokazuje, jak każda panna powinna mieć wymalowane pazury na orientację. Można się zakochać! 🙂

Trochę się nas TRoli zebrało 🙂 My to ci w kaskach 🙂

Czas ogarnąć pierwszy punkt! Mapa trochę rozjechana, jeśli chodzi o wypółnocnienie jej. Znaczy się skrzywiona lekko. Pod kątem północy. Ale szczerze sobie odpowiedzmy: kto nie jest skrzywiony, startując w tego typu imprezie? I lekko? He! 🙂 Atak na  PK10. W opisie: szczyt. Dwa słowa: duży plus za numery PK na nich samych i kolejny za linijkę na kartach do perforacji.

Jednak teraz trzeba „zminusować” imprezę 😉 Naprawdę fajnie jeździ się szutrami. Naprawdę! Szutry to ta czarna ciągła na mapie. Ta przerywana to w naszych głowach jednak jest dobrym, leśnym duktem. Jak widać, zaczyna się robić kupa. I to rzadka. Nie będziemy przeklinać na ten kawałek trasy, bo nieregularny las też nadaje się do jazdy 😀 Ale szczerze powiedziawszy mimo sprzętów i umiejętności to nie, ale nie nadawało się to podłoże do jazdy 😛 No chyba, że popieprzyliśmy teren 🙂

Jednak nie popieprzyliśmy terenu. PK7, czyli nasz drugi na trasie do ogarnięcia jest do ogarnięcia. Czasem spotkani na trasie kompani tej orienteeringowej niedoli coś tam wniosą do naszej rowerowej rozkminy. Szkoda, że nie wniosą nam rowerów na podejście, które mają do ogarnięcia. 

Idziemy/jedziemy za piechurami na kolejnego PeKa. PeKa9. Bagno na bagnie, koleina wodą stoi. Daruś ma już gnój w butach, u mnie nie lepiej. Ale ja mam trampki bez podeszw 😀 Ogarniamy wysoko postawiony PK, opisany jako szczyt. No to lecimy na Rudno.Tam jest PK61 i wolnostojąca sosna. A lekko NNW stoi piękne zamczysko. Albo Lidl. Nie wiadomo co.

My ogarniamy punkt czwarty, PK61, Wolnostojąca Sosna. Mamy kolegę biegacza, który naprawdę zapieprzał tak, że nie wiadomo, czy to nie on zostawił tu swojej karty i okularów, bo te gadżety tu znaleźliśmy 😀

Kolejnym PK jest 11, który ma opis lizawka. Znajduje się za autostradą, ale nią jedzie się spoko. Albo raczej zapierdala. Czego nie można powiedzieć o naszej dzisiejszej jeździe. Tempo mamy matki z dzieckiem w wózyku wprowadzającej ów wózyk po schódkach, byleby ten kiosek z gazetami był otwarty. Ta lizawka też mieliśmy nadzieję będzie tym słupem złamanym w środku łąk. Jednak linijka i warstwice szybko dały nam na ryje wiadro zimnej wody, którego dno krzyczało: wyżej! Wyżej!

Jak w jeździe na orientację nie ma desperacji, to nie ma orientacji. Poszukujemy jednak w dalszym ciągu PK11 – lizawki. Jest! Odlizaliśmy się i ruszyliśmy na Grojec.

Tam! Tam byliśmy jakieś 21 minut temu. Gdzie ten zamek. Pokonaliśmy właśnie cudny podjazd. Po tym tylko na wprost.  No ale niekoniecznie, bo wszyscy mieszkańcy w liczbie 2 i pół odwracali nas od tego pomysłu, żeby się komuś przez podwórko przebijać. No fakt. Podwórko pełne piesów można byłoby ogarnąć, ale nie wszyscy kochają psy 🙂

Jedziemy asfaltem zatem. Mamy dobry podjazd, prawie szczytujemy, ale słychać złowrogo wyprzedzającego nas pod górkę busa, w którym siedzi spasiony i nieskalany myśleniem pseudo-kierowca. Z naprzeciwka pod ten podjazd cisną szosowcy. Gdyby nie dojechanie prawie do osi jezdni, pewnie troll-ej-bus zmiótłby drużynę liszkora albo szosora z drogi. Ale idiotów nie sieją, sami się rodzą 🙂 Szukamy PK25. Już na starcie słyszeliśmy, że wcześniejsi, co wystartowali, mieli temat, że ktoś go zajumał. No my wbijamy w drogę mapy i faktycznie: kradzieje! Albo i nie. Dzwonek do orga i info, że PK stoi i ma się dobrze, a my mamy nie kłamać kobietom, że 10 cm to 20 cm 😀 Faktycznie. Linijka i licznik poszły w ruch, ale poszły też jebać się 22 minuty 🙂 Ale! Kolega sympatyczny z Krośnic też ogarniał tę trasę, więc stary, ale nie wymigasz się od profilowego 😉 

Razem gdzieś tam ogarniamy kolejny punkt. PK53. Początek jaru. No jest jakiś wąwóz. Ale że od razu jar? Whisky on the jar, to tak leciało 🙂 

Naszym przeznaczeniem dziś jest dwójka kolegów, którzy już będą nas prześladować do samej mety. Ale to plus, bo mamy dodatkową motywację, jak ktoś nam siedzi na ogonach 🙂 Przecież lepiej, jak ktoś siedzi z tyłu 😀 Lecimy na PK21: wykrot. Staramy się czytać mapę zgodnie z jej topografią, więc oni wracają do asfaltu dziurami, a my do tego asfaltu dojedziemy… hmmm asfaltem! 

Niby szybciej, ale jednak jak się później okazuje, chłopaki już wbijali przed nami w teren w stronę PK72 – Ruinę. Na chwilę pojechaliśmy z nimi. Ale tylko na chwilę

Okazuje się, że dołożyliśmy jakieś 500-700 m i i tak byliśmy parę sekund szybciej od nich 🙂 Magazynowanie sił na takich trasach to podstawa.

Kolejny punkt przestrzeliliśmy. Ale to wina tego. No tego no! No i nie ma na kogo zwalić 😛 Spotykamy biegaczy, orientujemy się na ich mapach, bo nasze przy rowerach za siedmioma górami, siedmioma lasami żyła sobie księż… wróć! No i oni jacyś zdezorienterenni, to im ogarnąłem ten punkt, bo samemu już nie chciało mi się kopać 🙂 Jednak liniał jest tu konieczny!

No dobra. Koniec pieprzenia. Lecimy na PK22. Ruina w opisie. Dwie takie mamy. To uczucie, kiedy pytasz tubylca: ej cześć, dzieńdo, szukamy kościoła. No to tam. Omatko. Wjazd jest gruby.Ale cały czas wznosimy się powyżej kościoła, a tam faktycznie ruiny. Nowoczesne. I są zamieszkałe! Nie wiadomo, co to za gatunek, ale bardzo symapatyczny i zaproszony na 6 maja na RJnO do Załęcza Małego 🙂

Zjechawszy pod kościół spotkaliwszy jeszcze ze trzech 🙂 Tu się nie prowadzi! Tu się wjeżdża! 🙂 A szczerze powiedziawszy, to pytanie za 100 punktów: dlaczego ci ludzie tak grzeszą, że muszą ogarniać takie przewyższenia? 😉

Kolejny na naszej trasie to PK46. Dużo ludzi. Chcieliby nam skłamać, ale wszyscy wiemy, że jest fajnie 🙂 Jeden kolega nawet podpowiada, gdzie się przebić przez A4. Bo on stamtąd właśnie atakuje punkt, na którym się zjechaliśmy.

My jednak nie jesteśmy normalni i nie słuchamy do końca, za to postanowione, że dziś łapiemy wszystkich na fotoradar 🙂 Jakby ktoś się tu odnalazł, to prosimy o przelew za za szybkie zdobywanie punktów 😛

Chcieliśmy przechytrzyć system, ale sami zostaliśmy zamknięci jak szczur w du..żą klatkę 🙂 Przepust pod autostradą zawiódł, trzeba wycofać wojska i ogarnąć się w końcu, bo zaczynamy kombinować 🙂

A4, siatka, droga. Ta… jasne! A4 droga! Bardzo! Na szczęście jeszcze żaden ciul nie wpadł na to, żeby zza siatki ogarniać taksę, więc jedziemy za darmoszkę. Kawałek poza mapę. Co prawda wiemy, że za mapą jest diabeł, ale znamy gościa, albo on zna nas 🙂 

Przepuściliśmy się przez autostradę i ciśniemy na jaskinię. Mijamy piechurów, którzy jaskinię zaliczyli. No oni mogli, my z Darusiem niekoniecznie, bo źle by to mogłoby być zrozumiane. My się tylko odhaczyliśmy 😉

Daruś wysłał swojego psa w poszukiwaniu jaskini, a sam udawał, że ogarnia. Stąd lepiej widać! No i wypatrzone. Na przestrzał przez Darusia i mamy to!

Po punkcie 82 czas na punkt 19. Ambona. Idź pan w chuj z taką drogą. Albo jej marną imitacją. Poharatane nogi przez wcześniej ogarniane jeżyny były już tak bardzo wrażliwe na jakikolwiek dotyk, wiatru, czy kupy małej muszki, że przeprawa przez ściernisko była okrutną katorgą. Ale szczerze: nogi ryczały, ryj się śmiał. 

Ambona. No, raczej, jest punkt 🙂 Bolesny, podjechany w bardzo trudnych warunkach, dlatego cieszy strasznie! Ale szkity parzą 🙁

I tu zaczyna się jazda od tego PK. Są dwie alternatywne trasy na PK17: Dół, drzewo na SW. Dół, dół. No krzyczą, gdzie ten dół niektórzy! Ale czasem dół jest na górce!  😛 Znalezione! Lecimy, albo chcemy na PK52 – problematyczny punkt w opisach niektórych spotkanych ludzi na trasie. Chwila przeprogramowania i już zmiana: najpierw jednak 6 i 4.
Spikamy się na wcześniejszym punkcie z drużyną pierścienia w liczbie dwóch i lecimy ogarnąć PK6: Skałka. Jeden z drużyny zaczyna sprowadzać, drugi zaczyna zjeżdżać, ale zaczyna też sprowadzać… się na drzewo. Mówi, że prywatnie górnik, widać, że w czasie wolnym też lubi czasem pokopać 😉  I to bez użycia rąk 😉 Pozdro Artur! 🙂

Kiedy Artura zatrzymaliśmy na pozowaniu do fotek po tym, jak jednak drzewo było wcześniej i zatrzymało go, to jego kompan ogarnął ten zjazd jako zejście 🙂 Wiemy, że po skosie szybciej, biegniem! 🙂

Znaczy nie wszyscy. Daruś pilnuje smoków. Nie wie jeszcze, że nie wracamy do drogi na kopalnię, tylko zjeżdżamy/sprowadzamy tam, gdzie kolega Artur przytulał przed chwilą – liche, bo liche – drzewko 🙂

Jak już poszła 6. czas na 4. Koniec nasypu. Jakkolwiek to brzmi. 

O i jest! Koniec nasypu! A był to dwa razy większy pagór, niż nasz jeden dobrze oznaczony z dwóch kurhanów na Przywozie 🙂

No i dalej uświadomiliśmy sobie, że PK15 będzie lepszym kąskiem na narożniku ogrodzenia, po drodze na ten nieszczęsny 52, który zdążyli nam obrzydzić koledzy górnicy 😉  Znaczy ten jeden ryjący, drugi jako sztygar 😉

Ale poszło dość łatwo, bo oprócz w miarę dobrej orientacji zjawiła się wataha, z którą ogarnęliśmy temat w parę minut. +100 od nas za  grę zespołową! 🙂

Mamy prawie komplet. Brakuje jednego punktu. Żeby było śmieszniej, ma nr PK1. Wbijamy. Jest dwóch gości, lecim za nimi. Ale nie można być lemingiem, jak nie jest się czegoś pewnym. Korekta mapy i wiadomo, że ogarniamy to indywidualnie. Aczkolwiek zielonym kaskiem dużo pomagamy dziś 🙂 Nie tylko owadom 🙂 Pamiątkowy słitsamojeb i lecimy na bazę!

O i jeszcze ta sadzawka. Tam gdzieś z tyłu jest punkcik. Oj jest, ostatni 🙂

Wbijamy na metę, za chwilę nasi przyjaciele. Aż dotąd. Po ogłoszeniu wyników już się z nami nie kumplują
😀 😀 😀

Czekając na ogłoszenie wyników zapraszamy bardzo na 5 (bieg na orientację) i 6 maja (rowerowa jazda na orientację) do Załęcza Małego! Ale 19 maja jeszcze wybieramy się na Spaloną, czyli Liczyrzepę! 🙂

Wręczone nam 3. miejsce jest dla nas ogromnym zaszczytem, bo szczerze, to liczyliśmy głośno na pierszą 20. a cicho na pierwszą 10. Daliśmy parę razy dupy, ale szczerze powiedziawszy ci za nami też chyba jakoś nie grzeszą w tym temacie 🙂

Uwielbiamy! I na Załęcze Małe na 5/6 maja zapraszamy!
Dziękujemy za fantastyczne spotkania na trasie!

Mariusz – gratki dla Ciebie i Młodzieńca!
Wojtek i Arek – za wciągnięcie tego młodzieniasa w temat!
Monika – za ogarnięcie imprezy na najwyższym poziomie
Pana na kuchni – za znowu cudną gorchówkę |

🙂

Menu

Facebook