Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 
 

Na podbój Strońska


Dokładnie licząc od wczoraj, 78 lat temu wybuchła II wojna światowa. Niedaleko jak dla nas od Wielunia miała miejsce próba odparcia najazdu niemieckich wojsk w miejscowości Strońsko, po przejściu linii Warty przez wroga. Dziś tam co roku od paru lat odtwarzane są sceny z tamtych smutnych chwil w postaci inscenizacji, którą przygotowali maniacy i hobbyści historii. Jednym z takich maniaków jest nasz przyjaciel Grzesiu Nowak, który zapraszając nas na to wydarzenie rzucił wczoraj hasło: „może byście przyjechali?” Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać. Jedziemy podbić Strońsko! 🙂

Jeszcze rano pogoda była do życi, bo niby na radarach pogodowych sucho, a tu non stop szczy jakiś smark. Sprawdzamy na innych prognozach, do godziny 13 z minutami ma się wszystko wyjaśnić, potem już tylko ma być lepiej. Zdjęcie krowy oddaje klimat pogody na dziś. Niby wiadomo, co to, ale nikt nie wie, co autor ma na myśli 😉

Z przodu z lewej dość silny wiatr, więc generalnie na półmetek z boku, na metę również z boku. Żadnego pożytku. Na szczęście nie pada. Jedziemy na Gromadzice, dalej na Skrzynno. Już trzeba było się przeprosić z długim rękawem.

Z Gromadzic na Skrzynno była dość dobra droga gruntowa, ale chyba poszła dotacja i zainwestowano w nawierzchnię asfaltową. Jest moc! Chyba trzeba będzie tutaj potestować ten odcinek na szosie, bo godny polecenia! Taki lokalny Paris-Roubaix challenge 😀 Dobrze, że mamy MTB 😛

Z szybkich asfaltów wbijamy w nudne tereny 😉 No nuda panie, nuuuuda! 🙂

Niedawno już tędy jechaliśmy i Sowa zrobił nam wykład na temat tego starego, nie działającego już młyna, więc tylko pamiątkowa fota i kręcimy dalej,

Pożarówkową autostradą rozwijamy skrzydła i przyspieszamy do tempa wszystkich 😉

Wyjeżdżamy z lasu. Wjeżdżamy w stolec. Czujemy się jak owsiki. Musimy się przedostać na drugą stronę Stolca. Brzmi smacznie. Stolec to teren zabudowany, warto o tym pamiętać 😉

A tak z ciekawych miejsc, to na wzniesieniu Stolca przepiękny kościół w stylu neogotyckim, lecz wybudowany w latach 1912-1915.

Wygrzebaliśmy się ze Stolca i skierowaliśmy nasze sprzęty gdzieś na północ. Jakaś dziwna chmura, coś w stylu deszczowej zmierza na nas po skosie. A na radarach pusto.

Skręcamy w  prawo, potem w lewo, a chmura cały czas nas goni, a z niej nie pada, tylko szczy. Albo szcza. W końcu jesteśmy w Szczawnie. Nazwa nie wzięła się raczej od szczawiu 🙂

Urozmaicamy sobie trasę wiedząc, że mamy jeszcze kilka kilometrów na pole bitwy, więc zjeżdżamy wzdłuż wału przy Warcie. Okazuje się, że jedziemy szlakiem bursztynowym.

Nagle droga gdzieś skręca, a my musimy dobić do asfaltu, żeby zdążyć na czas. Wg Darusia musimy skręcić w prawo, ale nikt tej drogi nie ma na mapie, tylko on. Daruś ma chyba mapy niemieckiej luftwaffe, bo droga pewnie tutaj była w latach 40. ubiegłego wieku. Dopiero wyjeżdżając zza zagajnika coś wydaje się przecierać.

Docieramy na miejsce, kręcimy na szagę, jak za chwilę Niemcy w inscenizacji, atakując bunkier w Strońsku.

Znaleźliśmy wolne miejsce przy barierkach, bo Prezes musi stać w pierwszym rzędzie, żeby cokolwiek widzieć. No chyba, że wskoczy na plecy Sowie, wtedy będzie to największy punkt widokowy w okolicy 😉

Udało się zrobić parę zdjęć z inscenizacji, która robiła na nas spore wrażenie, zwłaszcza bombardujące samoloty. Niestety trzeba było się nagimnastykować, żeby dobrze pokadrować zdjęcia, bo co 10 metrów za barierkami stały zielone ludziki w jaskrawych kamizelkach, psując cały ogląd pola i nie dając się skoncentrować na samej inscenizacji. Na szczęście nie damy satysfakcji jednemu panu, który byłby na każdym naszym zdjęciu. Organizatorzy powinni o tym pomyśleć przy kolejnych imprezach, bo ludzie stojący przy barierkach to nie żyleta na meczu Legii.

Jak już było wiadomo, kto wygra, spora część widzów nie czekała do końca na kapitulację Polaków, bo wszyscy zgłodnieli, więc wycofaliśmy się razem z nimi na z góry już upatrzone pozycje, czyli kapuśniak i ciasto 🙂

Po uzupełnieniu zapasów na powrót ruszyliśmy w stronę Wielunia. Pytamy miejscowych, czy co roku wygrywa ta sama strona. Słyszymy, że tak. No to przyszłym roku nie ma po co przyjeżdżać 😉 Chyba że Antoni zmieni wynik 😉

Mijamy miejscowość Pstrokonie, gdzie niedaleko wpada Widawka do Warty. Jesteśmy na pograniczu Krajobrazowego Parku Międzyrzecza Warty i Widawki właśnie. Trzeba będzie tu za jakiś czas zeksplorować te tereny.

Przez Korzeń przejeżdżamy szybko, żeby nie zapuścić korzeni. Tempo zdaje się rozkręcać. Mamy sporo zapasu sił, ale za Burzeninem okaże się, że niby asfaltowa droga nie jest asfaltową, bo nie wracamy tą samą stroną Warty, którą przyjechaliśmy.

Dobrze jednak, że popadało, bo tu mielibyśmy kopanie się w piachu. A ta droga wydawała się być nieskończona.

Po lewej ochoczo wyglądający Rezerwat Winnica, ale brak już czasu na zwiedzanie, jeśli mamy wykonać plan czasowy i dojechać do Wielunia na 21.

Wg prognoz po 18 miało się już niebo przetrzeć na tyle, żeby mogło wyjść słońce i faktycznie. Jechaliśmy potem aż do zmroku w promieniach słonecznych 🙂

Dojeżdżamy do Rychłocic, gdzie chwilę wcześniej zaczął się asfalt i tak ma już być aż do samego Wielunia. Ale znając grupę, to tak nie będzie 🙂 Konopnica i mały postój przy sklepie. Kiedy wszyscy jedzą ciastka, a niektórzy pompują koła, Daruś kręci sobie po parkingu, żeby mieć jeszcze więcej kilometrów. Ilościowiec! 😉

Za nami pięknie słońcem oblany konopnicki kościół.

Asfaltami mieliśmy dojechać przez Dębiec na Borowiec, ale ktoś stwierdził, że za Doliną  Czernicką jak w tamtym roku były piachy przez las, tak dziś po deszczach powinno być ubite. Jedziemy, bo nie lubimy oglądać się co chwila, czy nie nadjeżdża jakiś janusz wyprzedzania na trzeciego. Ściemniło się, więc piasków nie widać, ale Maciek odczuł na sobie, że jednak gdzieniegdzie są dość spore 🙂

Dojechaliśmy do Masłowic, dalej Małyszyn, Urbanice i w końcu Wieluń. Wszystkim wyszło około 105 km, tylko Daruś kręcąc przy Lewiatanie wskoczył na 110 😉

Menu

Facebook