Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Tour de Tatry. Epilog.


Dzień ostatni. Nocujemy w Nowym Targu.  Tu się wszystko zaczęło, wszystko się też kończy. Nawet jajecznica na śniadanie. Niby Nowy Targ, a jajecznica a’la Nowa Sól 🙂 Sidi tak sobie talerz zapełnił, żeby mieć siły na dzisiejsze atakowanie podjazdów. Ta. Przecież dziś płasko… ta… 🙂

Przed wyjazdem na ostatnią trasę tego wyjazdu skrupulatne sprawdzanie stanu technicznego wszystkich rowerów. Kółka som, rama jest, pedały też, jedziemy.

W końcu ruszyliśmy. Kierunek Niedzica, Czorsztyn, bo dziś objazd jeziora. Jeśli wydaje się Wam, że macie rację sądząc, iż nie będzie dzisiaj podjazdów, macie rację – wydaje Wam się 😉

Plan był wyjechać zaraz po ósmej, z racji możliwych deszczów, które miały nadejść po 14. No ale takich widoków się nie spodziewaliśmy.Okazuje się, że do jeziora to prawie cały czas pod górkę, od jeziora zresztą też. Podjazd a ze 7%. Jesteśmy tak rozjeżdżeni po tych trzech dniach, że gdyby nie znaki, to w ogóle byśmy górki nie zauważyli 😉

I znowu co chwila takie widoki. Dobrze, że jesteśmy już w miarę ogarnięci podobnymi widokami, bo tu polałyby się łzy radości.

Jest pewna miejscowość w Polsce, gdzie zamiast antyperspirantu używa się kremu. Tradycja goni tradycję 😉 A my gonimy wyznaczony przez siebie ślad 🙂

Czujemy już wilgoć w powietrzu gdzieś po lewej stronie, ale najpierw 11%, potem 8%. Najmocniejszych siedmiu z dzisiejszej grupy bez problemu pokonało te dwa podjazdy 😉

Drużyna w komplecie prawie, a za nami przepiękny widok jeziora Czorsztyńskiego. Macie to w Polsce? 😉

A tu już widok smutniejszy, bo bez nas. Ale jeszcze się Wam będzie nami czkało 😉

Chmury, czy mgła, nieważne. Jest przepięknie! Kolejny podjazd.

Dojeżdżamy do Niedzicy. Zamek robi na nas piorunujące wrażenie. Czasem nie trzeba robić opisu do zdjęcia, bo to samo krzyczy: ZAJEBIŚCIE!  😉

Sowa powiedział, że spróbuje nam załatwić wejście na zamek w Niedzicy za darmoszkę. Zagadał z kustoszką, błysnął blachą i oto my! Jesteśmy! 🙂 Nie wiadomo, czy pokazał paszport polsatu, czy legitymację ubeka, ale jeteśmy! 😉

Poranne mgło-chmury zaczynają się rozpierzchać i jezioro zostaje z minuty na minutę coraz bardziej odsłonięte. Z jednej strony fajnie, z drugiej szkoda. A teraz sami zgadnijcie, z której strony? 😉

Cały skład w komplecie na punkcie widokowym na zamki: w Niedzicy i Czorsztynie. Miłość między Prezesem a Masakrą kwitnie 😉

Przejechaliśmy przez tamę, za tamą informacja, że tam za 200 metrów jest bacówka. I faktycznie. Nie kłamali. Przesympatyczny baca robił ser. Zapytał się, gdzie mamy baby, na co został zaatakowany pytaniem na pytanie: a Ty do bacówki ser zabierasz? Jak braknie, to tak 😛 Aha 😉

Obok bacówki była piękna miejscówka z widokiem na zamek w Niedzicy. Nie omieszkaliśmy nie skorzystać 😉

Opuściliśmy Niedzicę i skierowaliśmy swoje zapasy dalej, wzdłuż linii brzegowej.

Tam daleko Tatry Wysokie. Znamy się na tym, bo ogarnialiśmy ten temat przez trzy dni 🙂

Po zjeździe z Niedzicy trafił nam się zajebisty podjazd. To tu Sagan podobno spuchł i nie ogarnął nachylenia, więc możemy się pochwalić, że spokojnie sobie z tym podjazdem poradziliśmy, mimo że był bardzo wyczerpujący 😉

Ciśniemy dalej. Profil dzisiejszej trasy skacze jak temperatura w wakacje w Polsce 😉

Dla takich widoków warto żyć 🙂

Wjeżdżamy na zamek w Czorsztynie. Przepięknie, kto chce? 😉

No to żeby nie było: na zamku w Czorsztynie też byliśmy, albo trochę przed 🙂

Z zamku popierniczyliśmy drogi, wspaniały zjazd, który okazał się trefnym, potem ludzie na szlaku, mnóstwo ludzi… Trzeba się przeciskać. A za chwilę, żeby nie było nudno, jest pojazd…

Wdrapujemy się metr po metrze na ogromną górę, technika dowolna. Ktoś rzuca, że może przepiękne zdjęcie nas z widokiem może na jezioro? No wsyscy prowadzący za. 😉

No i jest. Przepiękne widoki.

Jak był wjazd, to nic w przyrodzie nie ginie. Jest i zjazd. Nie cieszył jak poprzednie, ale też było dobrze 🙂

Nad brzegiem jeziora znaleźliśmy rewelacyjną tawernę, gdzie przycumowaliśmy chyba na 23 minuty.

Po błogim postoju ruszamy dalej. Stąd już około 20 km.

Widoki na każdym kroku nie przestają nas zadziwiać. Podobno kwatery do wynajęcia 🙂

Do Nowego Targu dość ruchliwą trasą, nie ma żadnej alternatywy. Niestety kierowcy zmuszają nas do jechania na podwójnym wachlarzu, bo wyprzedzają na gazetę.

Jak tylko się da, jedziemy także poboczem, taki ukłon w stronę kierowców 🙂

Przed metą oczywiście ktoś rzucił: pizza? Nie było trzeba długo czekać na odpowiedź 🙂

W międzyczasie dosiadł się do nas triatlonista, który brał udział w zawodach niedaleko. Pasja łączy ludzi jak widać 🙂 Pozdrawiamy!

Tak jak wspominaliśmy na fejsie, jak będziecie w Nowym Targu, koniecznie wpadnijcie na pizzę do Primavery. Niebo w gębie, a obsługa na mega wysokim poziomie 🙂 Kolega kelner też rowerowiec, więc jest szansa, że spotkamy się w Gorcach pod koniec września na orientacji 🙂

Wszystko co piękne, szybko się kończy niestety, trza się pakować i w drogę do domu.

Składem w autach takim, jak w tamtą stronę, czyli wóz pielgrzymkowy z Sową i dyskotekowy z Darusiem za kółkiem 🙂

Tak sobie chłopaki poprzywozili rękawki z wyjazdu 😉 Znaczy, że się podobało 🙂 Musimy jeszcze jakiś wyjazd koniecznie w tym roku ogarnąć 🙂

Menu

Facebook