Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Jadzim na Zadzim, czyli Jeziorsko i okolice


29 lipca szykujemy się w parę osób na IT Orient, czyli jazdę rowerową na orientację, która będzie miała miejsce na wschód od zbiornika Jeziorsko, obejmując głównie trzy gminy: Pęczniew, Wartę i Zadzim. Często przed imprezą robimy sobie małe badanie terenu, więc dzisiaj padł termin na objazd tego kwartału. Auta parkujemy w Pęczniewie, gdzie będzie start imprezy. Zaraz obok jest zbiornik Jeziorsko.

Wzdłuż brzegu, wałem kierujemy się na południe, trochę inaczej, niż założony wcześniej ślad gpx. Ale też jest fajnie. Daruś tu jeździł w 47 roku, więc zna teren 🙂
Dzisiaj odbywają się tu fregaty, ale są za daleko, żeby uchwycić w obiektywie. Za to uchwycona Sowa z koleżankami Rybitwami 😉
Pogoda dzisiaj średniawa, całe niebo zachmurzone i tylko na chwilę wyjrzało słońce zapytać, jak się mamy 🙂 A mamy się dobrze, humory dopisują, do przejechania dzisiaj około 85 km.Jakiś taki ten zbiornik sztuczny… 😉 W porównaniu z Sulejowem. Strasznie jałowo, ale nadrabiamy ekipą. Może gdyby niebo było błękitne i słońce grzało jak się należy, skusilibyśmy się na kąpiel w tym basenie i inaczej by to wszystko wygladało.

Po kilku kilometrach Sowa stwierdził, że skoro jest sklep, to sobie ponakupowywuje batonów, bo nie kupił. A zaraz za sklepem jakieś takie opuszczone OSP i przepiękny stary Star, który odszedł do lamusa i czeka na swój koniec przy betonowym płocie. Widok piękny i smutny zarazem 🙁
Po dobrych zakupach jedziemy dalej, już po wyznaczonej trajektorii 🙂 Po zjechaniu z asfaltu na skraju lasu, na lekkim wzniesieniu oczom naszym ukazuje się cmentarz. Przepięknie położony. A za nim parę domków letniskowych. I jedna działka na sprzedaż. Podobno sąsiedzi niehałaśliwi 😉 Tylko jak mijaliśmy zamieszkałą działkę, to panowała jakaś taka grobowa atmosfera 🙂 A za chwilę potem zaczęła gonić nas przeogromna chmura burzowa, co chwilę pomrukując, aż Daruś ze strachu wypadł z drogi 😀Sprawdzamy radary pogodowe i okazuje się, że zaraz złoi nam dupska. Trzeba poszukać schronienia, Masakra wykrzykuje: szukajmy paśnika! Prezes zrozumiał, że chodzi o sklep, małe przeprogramowanie trasy i z zamkniętymi oczami dojeżdżamy do sklepu.
Jest sklep w miejscowości Miedźno. Parkujemy fury, wchodzimy, nie pada jeszcze. Ale mija 5 minut i nadchodzi pierwsza fala. Najpierw kropi, potem leje i tak na zmianę. Robimy sobie małego grila w sklepie bez grila, czyli bułka i kiełbasa – taki zestaw rolnika. Sowa zapodaje dużą paczkę paluszków serowo-cebulowych, każdy zmuszany jest do jedzenia 😉

A tymczasem przestało padać. Zaczęło lać. Minęło pół godziny, radary pogodowe wskazują, że jeszcze drugie pół i jedziemy. W międzyczasie trwa wesoła pogawędka z właścicielem.

Daruś z Bogdanem uciekli ze sklepu po wizycie miejscowej wdowy, bo lekko zostali zawstydzeni. A na dworze pada. Nie pytajcie, co Daruś ma w buzi 😉
Mija drugie pół godziny, radary pokazują, że już nie pada, ale wiemy z autopsji, że jeszcze parę minut na korekcję błędu. W tv nic ciekawego, bo nawet nie włączony. Sowa próbuje wcisnąć jeszcze paluszki. Wciska je w takie miejsca, że Daruś zdziwiony, co go tak w kask uwiera 😉
Ruszamy w końcu! Straty czasu ponad godzina. Znaczy trudno to nazwać stratą czasu, bo czas spędzony bardzo sympatycznie, ale musimy skrócić trasę, ze względu na czas.
Dużo tutaj jałowych, piaszczystych dróg, ale na szczęście po mocnym deszczu i wszystko ubite, bo inaczej byłoby mielenie.
Wjeżdżamy na drogę pięknie nazwaną „Łódzką Magistralą Rowerową”, cokolwiek to znaczy. Rozwijamy takie prędkości, że Prezes próbuje Darusiowi odpalić spadochron, żeby trochę zwolnić. Po plecach widać, że tu się jeździ, a nie spaceruje 🙂
Będąc na leśnej drodze wjeżdżamy do Lasku. Do końca trasy jakieś 15 km. Już nie pada i nie będzie. Przynajmniej do końca jazdy.
Ale co chwilę widać efekty krótkotrwałych opadów. Jak wyjeżdżaliśmy z Pęczniewa, była wszędzie straszna susza, a wystarczyła godzina opadów, żebyśmy mieli mini Jeziorska na leśnych drogach.
Nikt nie chciał się wykąpać, więc każdy wolał przez kałuże jechać gęsiego, co najwyżej zbierał wszystko na klatę z bieżnika poprzednika 🙂
Ludzie szukają oparcia w różny sposób. Ale żeby trzech dryblasów szukało oparcia w Darusiu? Zdjęcie dedykujemy naszemu koledze Krzysiowi Hajdudze, bo życzymy szybkiego powrotu na rower i trzymamy go za chore ramię 🙂 Krzysiu! Potrójne wsparcie! 🙂
Do mety niecała dycha. Przecinamy dopływ do zbiornika, dość mocno obwarowany wałami. Będziemy go przecinać jeszcze ze dwa razy.Fajne mają tutaj nazwy miejscowości: Alfonsów, Jadwichna, Urszulin, Annów 🙂
Jeszcze cztery ostatnie proste, parę zbiorników przyległych do Jeziorska i jesteśmy na parkingu. Dzisiaj Masakra był kulturalny, bo klient w krawacie jest mniej awanturujący się 😀

Pakujemy rowery. Z Serka jakby się zrobiła serwatka, to Masakra stwierdził, że trzeba napowietrzyć i będzie zjadliwy 😉 Ledwo się potem do auta zmieścił 😀
Niektórzy z racji swoich ubrań mieli do wyboru: wracać na pace, albo bez ubrań 😉 Jak widać, paka nie ma z przodu szyby 😀Zdecydowanie lepsze tereny mamy na ZPK, ale czasem trzeba się oderwać od Przywozu, żeby zatęsknić 😀

Menu

Facebook