Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

II Maraton MTB Jasne, że Częstochowskie!


Częstochowski maraton MTB już za nami! To było naprawdę niesamowite wydarzenie! 🙂 Ale po kolei… Zapisaliśmy się w czterech, jechali dzisiaj najmocniejsi z naszej grupy. W tamtym roku było nas ośmiu, ale w tym roku trochę niektórym życie pokrzyżowało plany, więc jechał ten, kto mógł.

Nie kombinowaliśmy z transportem, tylko spróbowaliśmy się wcisnąć czterema rowerami w kombiaka Maro. Dobrze, że paru z nas grało za gówniarza z powodzeniem w tetris, więc małe obracanie elementów i uff… udało się 🙂

Jedziemy! Dwa na dachu w całości, dwa w częściach w bagażniku. Nastroje świetne, dodatkowo poprawia nam je cudna pogoda. Częstochowo! Nadciągamy! 😀

Zajechaliśmy pod fenomenalne miejsce startu: siłownia & fitness Scout. Miejsce zrobiło na nas ogromne wrażenie. Rozpakowujemy zabawki. Prezes najpierw urwał błotnik, potem utrzaskał drzwiami klamrę od plecaka. To zły omen, jak się później okaże 🙂 Po rozpakowaniu, zmontowaniu się i odebraniu numerów startowych czas na małą rozgrzewkę. Koniu prowadził, ale Prezes widząc, że ten zmierza ku Galerii Jurajskiej zaraz złapał za uzdę i przywołał do porządku. Wracamy na linię startu.

To tutaj za chwilę będziemy się kotłować z trawnika na asfalt, gdzie za mostem jest już regularny start z pomiarem czasu. Mamy jeszcze paręnaście minut.

Z minuty na minutę rowerzystów coraz więcej. Plan jest taki, że nie od razu z przodu, bo damy szansę innym 😀 tylko gdzieś ze środka stawki. No i razem, trzymamy się grupą, bo tu jest szansa na walkę zbiorową.

Pierwszy z kopyta ruszył Koniu, za nim Maro, potem Sidi, a na końcu Prezes. Prezes nauczony poprzez kilka startów w maratonach już pokory zaczął swoim tempem, reszta poszła zdecydowanie do przodu. Trójka odjechała o jakichś 20 zawodników, ale Prezes sukcesywnie połykał straty, by za chwilę zrównać się z Koniem i Sidim. Maro gdzieś już z przodu. Jest i Maro. Okazało się, że mleczko nie pomogło, a dętka w pośpiechu wzięta z samochodowym wentylem, a felga na presta. Pokrzepiliśmy kolegę i pocisnęliśmy już teraz w trójkę dalej.

Prezes złapał koło dość mocnemu zawodnikowi, który tym razem poddał się na tym podjeździe. Zapytany, czy ma już zdjęcie jak podprowadza zaprzeczył, no to ma! 🙂 W tle Sidi szarpie rower pod górę, Koniu dzielnie rzeźbi i podjeżdża.

Pierwsza pętla strzeliła. Od długiego czasu nie widzimy żadnego rowerzysty, czyli jesteśmy gdzieś w środku stawki. Dość mocno. Ciekawe co z Maro? Mamy nadzieję, że wyżebrał od kogoś dętkę, albo chociaż zestaw naprawczy i gna za nami 🙂

Dzisiaj Sidi pokazał, że tam gdzie ciężko wejść, to można wjechać. Prezes swoim donośnym i stanowczym głosem utorował drogę Sidiemu na podjeździe, żeby mu reszta spacerowiczów ustąpiła 🙂 A tutaj nie było mocnego na tym podjeździe, bo stromizna taka, że korba tarła o szczyt 🙂 To już trzeci podjazd/podbieg pod rząd, ale tak wyczerpujący, że puls na granicy. Zdjęcie zresztą oddaje to zmęczenie 🙂

Za chwilę mega mocny zjazd łąką i mało wyjeżdżoną drogą, potem małe wypadnięcie prezesa z trasy po wykarczowanych krzakach, dwa zakręty, snejk i kapeć. Był na czele stawki grupy, ale awaria kładzie wszystko. Sidi i Koniu dojechali, prezes poganiał: jedźcie, dam radę! Nie pojechali. Solidarnie czekali i pomagali.

Zmieniona guma i Koniu już rwie się do dalszej jazdy. Obracamy rower na koła i co? Z przodu też kapeć 😐 No cóż. Dobrze, że nie hak od przerzutki 🙂

Tu Sidi poratował gumą prezesa na przód, Koniu poleciał myśląc, że po zmianie go dojdziemy. W międzyczasie dojechał do nas Maro, który jakimś cudem naprawił usterkę. Chwila rozmowy i uciekł w trasę, gdzie dogonił Konia. Prezes z Sidim razem sobie doczłapali końcówkę trasy, wyprzedzając jeszcze ze czterech po drodze.

Maraton możemy podsumować jednym słowem: Fenomenalny! Będziemy tutaj wracać tak często, jak tylko możliwe. Ludzie sympatyczni, serdeczni, pomocni, nawet prezes załapał się na wspólną fotę ze słynnymi rowerowymi bliźniaczkami 🙂 Sympatyczne dziewczyny! Pozdrawiamy! 🙂

Absolutnie nie nastawialiśmy się na podium, bo wiemy, kto takie maratony opierdziela, ale jeździmy dla satysfakcji, dla klimatu, dla uwalniania wspólnie endorfin. Po maratonie w ramach pakietu pyszny żurek, którym zajadaliśmy się jakbyśmy nigdy nic nie jedli 🙂 Po posiłku czekaliśmy na dekorację wszystkich wygranych, po której nastąpiła loteria nagród dla wszystkich uczestników, których losowała malutka dama z taką szczęśliwą dla nas ręką, że każdy z naszej czwórki wyszarpał nagrodę! 😀

Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni będziemy miło wspominać dzisiejszy dzień, bo naprawdę chłopaki z Częstochowy zrobili grubą robotę i stanęli na wysokości zadania. Szczególne podziękowania tutaj dla Łukasza Kota, ekipy z Fabryki Rowerów, kolegi z Łodzi poznanego na trasie oraz super dzięki dla Maćka Pułkownika za koło, wspólną zabawę, wsparcie i towarzystwo! Będziemy do Was zaglądać, aż się Wam znudzimy! 🙂

Menu

Facebook