Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Nie mamy haka na Janka :)


Po wczorajszej filmowej, terenowej wyprawie było mało, więc dzisiaj postanowiliśmy zrobić sobie poprawkę i udać się w dzikie zakątki lasów, tym razem borowiecko-piskornickich 🙂

Dzisiaj w trochę innym składzie niż wczoraj, bo na Janusza i Sowę wymieniliśmy Konia, Trenerzeżuńcia i Doktorka 🙂

Z wiatrem dotarliśmy do lasu przez Urbanice, Małyszyn i Masło 🙂 Natrafiliśmy na wyrobisko, pewnie pod obwodnicę północną.

Dalej natrafiliśmy na jezioro. Znaczy Janek mówił, że to jezioro, a to takie rozlewisko w krzakach 🙂

Po krótkiej chwili już jechaliśmy naszym ulubionym kawałkiem drogi, czyli gdzie jest droga, jak jej nie ma? 🙂

Znaczy się w porównaniu z tym, po czym jedziemy teraz, to wcześniej jednak droga była 🙂 Ale 29 cali zmieli wszystko. No prawie, o czym za chwilę 🙂

Wyjechaliśmy na asfalt pod Borowcem, którym to asfaltem dojechaliśmy do początku wsi i skręciliśmy znów w leśny dukt. Nie ma nic piękniejszego na rowerze, niż jazda wiosną po lesie. Brakowało tylko słońca.

Prezes dał trochę ponawigować Doktorkowi na jego gremlinie, bo miał Doktorek dokładniejsze mapy. A im bardziej dokładna mapa, to wiadomo 🙂 Trudniejszy teren 🙂 Zaczyna się 🙂 Trenerzeżuńcio zapobiegliwie boczkiem, co by rowerku nie uchlapać, a za chwilę się okaże, że – jak to mówią – nadgorliwość gorsza od faszyzmu 🙂

Prezes jak taka dzika świnia każdą kałużę musiał zaliczyć, reszta groblą 🙂

Piękna, mistyczna droga zorana przez dziki, które mieliśmy nadzieję dzisiaj spotkać. Ale… Gdzie jest Janek? Janek jest za tymi krzakami po lewej, jedzie równolegle. Bo tu trochę błota. Nagle słychać trzask i… o cholera! 🙂 Poszedł hak 🙂 MTB to MTB a nie przełaj 😀

Mądry Polak po szkodzie, obiecał, że już będzie z nami równo ciągnął, czy błoto, czy piachy 🙂 Tymczasem chciał już dzwonić po transport, bo mówi, że do szosy niedaleko, to się przespaceruje, ale nawet nie było o tym mowy 🙂 Co zrobić jak pęka hak? 🙂

Ano zrobić ostre koło 🙂 Na filmie pokazane jest mozolne skracanie łańcucha, a tu przeskakujemy tylko z kadru na kadr 🙂 Skuwacz, trochę streczu zamiast trytki i można jechać dalej 🙂 Nawet sobie Trenerzeżuńcio mógł wybrać przełożenie, na którym dokręci resztę trasy 🙂

Łańcuch, który widzicie na pierwszym planie będzie do oglądania niedługo w muzeum 😉 Wiecie, kto kręcił tym łańcuchem i wiecie, kto go zerwał? 🙂 Prezes pewnie nocy nie prześpi z radości, że spotkał go zaszczyt naprawy roweru Janka 🙂

Z racji tego, że nie wszyscy mogą sobie wjechać od teraz w mocniejszy i trudniejszy teren, wybieramy leśne autostrady. Mamy nadmiar czasu, bo mieliśmy tu przeznaczyć jeszcze z półtorej godziny na zagłębianie się w najciemniejsze zakamarki lasu, więc przeplanowanie trasy i kierujemy się na Józefinę szybciej.

W Józefinie na środku asfaltu leżał zapasiony labrador. Nie chciała łajza zejść, tylko wstał, dwa razy szczeknął i położył się dalej. Chyba dał nam znać, że to jego teren i nie ma zamiaru nam ustępować, więc musieliśmy go objechać 🙂

Z Józefiny na Oberżę Knieję. Ale stwierdziliśmy, że nie ma postoju, bo za szybko. Mała improwizacja, przeplanowanie trasy i lecimy na azymut Kraszki-Krzeczów.

Cały czas lasy. Cały czas leśne autostrady. To dla Ciebie Janek! Ale jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa i wrócimy w piskornickie knieje ! 🙂

Miały być na koniec przycłapskie lasy, ale Koniu w Kraszkach się pożądził i skręcił w stronę Golgoty. Obliczenie czasu, trasy i faktycznie, starczy 🙂 Jedziemy 🙂

Dalej już zadziałał przywozowski magnes, więc nie było innej opcji. Do Majki i Andrzeja.

Dzisiaj luźno na parkingu, więc można się było rozpychać. Niestety Majki i Andrzeja brak.

Po małym postoju kręcimy na Łaszew nowym, wąskim asfaltem. Ledwo się tam mieścimy 🙂

Łaszew, Strugi i znowu do lasu. O jak dobrze, że na końcówce jeszcze trochę leśnych klimatów 🙂 Jankowi w międzyczasie ze dwa razy łańcuch spadł na mniejszą zębatkę, więc trzeba było poprawić, ale generalnie świetnie dał sobie radę i tak naprawdę przerzutki mu niepotrzebne 🙂

Tak było fajnie w lesie, że niektórzy nie chcą wyjeżdżać. Wolą wyprowadzić 🙂

Na Wieluń!

I film dla wytrwałych 🙂

Menu

Facebook