Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Strumykowe perypetie :)


Niedziela i pogoda w różnych aplikacjach wygląda strasznie różnie. Niby kwiecień, więc wszystkiego się można spodziewać, ale coś ta wiosna w tym roku nie potrafi do nas dotrzeć.

Skoro różnie prognozy pokazują, wybieramy tę, na której nie pada 😉 Co prawda na wszystkich okrutnie wieje, więc tutaj nic nie poradzimy, ale trasa planowana z wiatrem 🙂 Przynajmniej początek będzie łatwy 🙂 Na Rychłowice!

Parcela Kamionka i małe zdziwienie, bo będzie asfalt prowadzony od Kamionki. Przynajmniej tak tutaj wygląda przygotowanie drogi pod smolistą nawierzchnię. Wieje okrutnie. Na szczęście w plecy 😀

Teraz już w bocznym wietrze przemierzamy polną drogę na Popowice. Dobrze, że mamy kaski, bo by nam łby pourywało 🙂

Na polach dookoła mnóstwo zwierzyny. Jak nie zając, to sarna, albo nawet cztery 🙂

Lubimy tę drogę. Najpierw długi zjazd, potem długi podjazd, a na końcu Grymbiń 🙂

Za Grębieniem otwarta przestrzeń, na szczęście cały czas jedziemy z wiatrem. Zaraz będzie las 🙂 Pola też są urokliwe, ale jednak lasu nic nie przebije 🙂

Kwadrat na Budziakach. Dzika część lasu, trochę niech się ekipa poczuje, jakby byli na jeździe na orientację 🙂

Orientacja orientacją, ale trzeba było przystanąć, bo się Koniu zdezorientował, poplątał kopyta i wyłożył 🙂

Pachnącą świeżo ściętym drzewem pożarówką jedziemy na Kałuże. Jest w planach przejazd przez Dolinę Objawienia.

Siecią pożarówek dojechaliśmy do torów, za którymi czekała na nas pierwsza przeprawa przez mały, niewinny strumyczek. Doktorek nie tę nogę wypiął 😉 Można się domyśleć, co nastąpiło 🙂

Niech ten film zobrazuje nasze możliwości techniczne. Znaczy się mamy takie możliwości, a i owszem, ale używamy ich w bardzo ekstremalnych sytuacjach 😉

Słoneczko towarzyszy nam jak dotąd bez żadnych przerw. Co prawda nie grzeje, a tylko świeci, ale jest szansa, że od maja się to zmieni 🙂

Przeprawa przez kolejny strumyk. Tu już trudniej, ale też prawie suchą stopą preszliśmy. No oprócz Krzysia może 🙂

Tak sobie dzielnie radzimy w pokonywaniu przeszkód wodnych 🙂

Dotarliśmy do Doliny Objawienia, chętni mogli się napić zimnej, prosto spod ziemi. Jest i wspólne foto 🙂

Niech rowery też się cieszą, że mają wspólne zdjęcie 🙂

Fajnym singlem podeptaliśmy w stronę Dzietrznik. Od tamtąd wiatr będziemy mieć już prawie z przodu.

Żeby nie było za płasko, to wybraliśmy opcję High Moutain 🙂

Za Dzietrznikami na Bieniec, ale nie do końca. W międzyczasie poprószył trochę śnieg, bo przecież mało go było w zimie.

Za wąwozem królowej Bony wybraliśmy opcję bokiem na Malędę. Tam jest fajny i wymagający podjazd. Ale nie wszyscy chcieli się bawić w podjeżdżanie 🙂

Tu opcja Spacerowego Wielunia 🙂

Za podjazdem – jak to w przyrodzie bywa – był zjazd. Na Malędę właśnie. Ale jako prowadzący prezes postanowił trochę zaskoczyć grupę, rozpędził ekipę z górki, potem zakręt i każdy zdziwiony, bo za zakrętem strumyk 🙂 Nie wszyscy hamowali, więc niektórym udało się pokonać strumyk mostkiem 🙂

Więszkość ekipy wyglądała widząc ten strumyk jak napotkane zaraz za strumykiem zwierzęta 😉Zamontowaliśmy się nowym asfaltem na Przywóz i kręcąc ponad 30 znowu jakimś cudem z wiatrem, dotarliśmy do Majki, bo Andrzeja nie było, to do niego nie docieraliśmy 😉

Akurat mieliśmy idealny timing, bo jak zajechaliśmy, to zaczęło padać. Treneżerzuńcio co chwila krakał, że będzie padać, no to pada. Potem jeszcze krakał dalej, jak już przestało.

Plażą po drugiej stronie rzeki przekopaliśmy tonę piasku w stronę Kamionu.

Dzisiaj poziom wody zdecydowanie wyższy, niż tydzień temu, gdzie spokojnie dało się tędy przejechać.

Kolejna próba przedarcia się przez wodę. Janek okrzyknięty został najsuchszym bajkerem dzisiejszej niedzieli. To jest dowód na to, że nie trzeba myć roweru 😉

Przeprawiliśmy się przez ostatnią wodną przeszkodę i rozlaną Wartą taplaliśmy się aż do Kamionu.

A nie… jeszcze jedna przeprawa, co by nie było za łatwo 🙂 Cegła zapomniał się wypiąć i przejechał w wodzie po kolana 😉 Tylko Janek swoim suchym i czystym rowerem świecił na lewo i prawo 🙂

Bogdan wybierając się na dzisiejszy wypad zaznaczył, że jedzie rekreacyjnie, no i tego się trzymał 🙂 Krzysiek poszedł w jego ślady. Z przodu już stał zniecierpliwiony Janek, bo stwierdził, że zaraz może zacząć padać. O nic się tak nie przejmował jak o to, żeby mu rower nie zmókł 😉

Faktycznie na niebie zaczęło się z lekka kotłować, zaczynało się robić dość groźnie, a to tylko przez to, że Janek wykrakał 🙂 Był plan, żeby pokonać jeszcze Golgotę i zaliczyć Kraszki, ale zwyciężył zdrowy rozsądek, więc zapięliśmy koło pod rzucający nami wiatr i asfaltem pokręciliśmy na Wieluń.

Na przejeździe niespodzianka – będzie jechał pociąg. I tu foto zagadka, gdzie jest Janek? 😉

Ekipa wypruła do przodu, bo z lewej zaczęła nas zalewać deszczowa chmura, a jak byśmy pojechali wolniej, to wjechalibyśmy do Wielunia w pełnym słońcu, bo wiatr rozgonił chmury i zrobiło się znowu pięknie i słonecznie 🙂 Niestety na ostatniej prostej Jankowi rower zmókł 😉 Ale sam sobie wykrakał 😉

Menu

Facebook