Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Na północ od Sokolnik, czyli Żelazna Rybka Pędzi z wiatrem w Kasku :)


 Po wczorajszych wojażach po starych terenach, ale nowymi ścieżkami przyszedł pomysł, żeby może spróbować czegoś faktycznie nowego, a z okazji zbliżającego się wydarzenia 22 kwietnia, jakim jest Bikeorient w Sokolnikach, aż się prosiło, żeby udać się na eksplorację właśnie tamtych stron.

Do Sokolnik dotarliśmy autem, tam się rozpakowaliśmy i ruszyliśmy w nieznane, w kierunku północnym. Pogoda taka sobie, niecałe 15 stopni, szaro, ale bez wiatru. Przy porannym tyczeniu trasy był niezły ubaw, bo nazwy miejscowości w tym rejonie wywołują naprawdę uśmiech na twarzy 🙂01-20170409_122328

Musimy przedostać się przez trasę S8, mijamy wóz z koniem, rzadki, ale jakże egzotyczny widok.02-20170409_122651

Dalej cały czas wąskimi, ale krętymi i malowniczo położonymi asfaltami docieramy do miejscowości Rybka 🙂03-20170409_123634

Za Rybką zjechaliśmy w końcu w teren, w strony zupełnie nieznane, ufając elektronicznym urządzeniom.04-20170409_125534

Dojechaliśmy do kolejnej miejscowości. Trudno dwa domy nazwać miejscowością, ale nazwa jest. Żelazo. Ale przed zabudowaniami piękny widok stadka danieli. Wczoraj jelenie, dzisiaj daniele. A wiecie, czym różni się jeleń od daniela? Daniel pije, jeleń stawia 😉05-20170409_125809

Z Żelaza szutrówką pokręciliśmy w stronę kolejnej miejscowości. Grzyb. Smukłe sosny i wijąca się droga wśród leśnych wzniesień to jeden z przyjemniejszych dzisiaj widoków.06-20170409_130602

Wyjechaliśmy na chwilę z lasu, a w środku pól, przy polnej drodze taki oto drogowskaz. Ciekawe, czy poszczególne miejscowości zamieszkuje chociaż jeden mieszkaniec, noszący nazwisko swojej miejscowości? 🙂07-20170409_131353

Cały czas kierując się na północ dojechaliśmy do kolejnego lasu. Dziś podłoże bardzo urozmaicone, poczynając od wąskich asfaltów, poprzez szutry, piaski, czy zarośnięte bezdroża, na straszliwie wyglądających leśnych gęstwinach kończąc.08-20170409_132342

Tak sobie jadąc któryś z nas wypatrzył tabliczkę przy drodze, że obszar prawem chroniony,  czyli jakiś rezerwat, cy cuś 🙂 Rowery zostawiliśmy na drodze, sami zapuściliśmy się parę metrów w głąb drzew sprawdzić. Ujrzeliśmy klimatyczne rozlewisko, po którym leniwie człapał żuraw. Ignorant straszny, bo zobaczywszy, że ma zostać sfotografowany, udał się pospiesznie za linię niskich sosenek.09-20170409_132916

Wsiedliśmy na nasze haki i ruszyliśmy dalej, na północ. W międzyczasie kolega Sowa próbował uczyć się robić zdjęcia podczas jazdy. Wymagało to nie lada ekwilibrystyki, bo na początku wyglądało to tak, jakby zaczynał przygodę z rowerem i boczne kółka byłyby tu w tym przypadku koniecznością 🙂10-17858231_1577645268942122_660863964_o

 Z naszej prawej zaczęła się do nas zbliżać na mapie mała rzeczka Łużyca. Doktorek na swoim garminie nawet wypatrzył małe odbicie z naszego szlaku, żeby chociaż na chwilę odwiedzić lewy brzeg.11-20170409_133751

Okazało się, że zdążyliśmy już wjechać w województwo wielkopolskie, ale nikt z nas tego nie odczuł. Rzeczka i jej okolica to naprawdę cudne widoki. Tutaj na przykład udało się uchwycić wypasającą się ogromną sowę na brzegu.12-20170409_133840

 Taka nieuregulowana, dzika rzeczka cieszy oko, bo lubimy takie naturalne krajobrazy, z dala od betonów. 14-17836942_1577645358942113_935948929_o

Jako, że niedziela, jest i ambona, miało być kazanie w wykonaniu prezesa, ale w takich okolicznościach przyrody został zignorowany. Coś tam krzyczał, coś tam machał, a na koniec spadł 😉15-17837002_1577646868941962_1614380736_o

Od paru minut niebo się przetarło, a my w międzyczasie dotarliśmy do miejscowości Czajków. Wg mapy z małej rzeczki Łużycy, którą śledzimy w jakiejś odległości od dłuższego czasu mają tutaj pojawić się za chwilę dość spore rozlewiska. Trzeba tylko pokonać kładkę, żeby dotrzeć na groblę i…16-20170409_135554

No i małe rozczarowanie. Ktoś znalazł korek i spuścił wodę. Rzeczka płynie sobie z prawej strony tego rozlewiska, a tutaj chyba jakieś prace konserwacyjne.17-20170409_135709

Jedziemy dalej. Znowu nawierzchnia zmienna jak w kalejdoskopie. W międzyczasie zmieniamy parokrotnie trajektorię naszej jazdy, poszukując ciekawszych, niż asfalty dróg. Kierujemy się na kolejny zbiornik wodny.18-20170409_141123

Jest. Jezioro Krzyżowiec. Piękne, leśne jezioro, z kilkoma imponującymi wyspami i obfitującym w swojej faunie ptactwem typu kaczka czy coś podobnego 🙂19-20170409_141340

Małe zerknięcie na mapę, gdzie jest dalsza część jeziora, a wystarczyło się obrócić za plecy Darka.20-17859017_1577647108941938_1240946944_o

A za plecami taki widok.Kolejna wyspa i klimat cudny. Aż chce się tam być. Możliwe, że tu wrócimy 🙂21-20170409_141836

Często nazwy miejscowości pochodzą od nazwisk, zawodów, wykonywanych czynności. Ale Klon w zadkach? 😉22-20170409_142158

Wybieramy jednak Jelenie, bo stamtąd już niedaleko do kolejnego zbiornika, a raczej kompleksu akwenów wodnych. Największy z nich jest większy od spotkanego niedawno Jeziora Krzyżowiec. Trochę tutaj mało szlaków, więc dojazd i powrót do drogi, z której przyjechaliśmy, bo kombinacja groblą mogłaby zdecydowanie wydłużyć naszą dzisiejszą eskapadę.23-20170409_143913

Oddaliliśmy się od wody, od razu zrobiło się sucho w ekipie. Szły same suche żarty 🙂 Na dzisiejszym szlaku spotkaliśmy kilka przepięknych dębów w bardzo urokliwych miejscach, ale uwieczniamy tylko tego, żeby nie psuć widoków ewentualnym eksploratorom, którzy postanowią udać się naszym śladem 🙂24-20170409_144623

Takie widoki również zdarzało się spotkać, w środku lasu napotkany kanał, który jak się potem okazuje łączy dwa zbiorniki. O istnieniu tego drugiego dowiadujemy się dopiero po powrocie i przeglądnięciu trasy.25-20170409_144853

Wracamy na powiat wieruszowski. Znajome znaki trasy orienteringowej. Ale mamy info, że tu, gdzie dzisiaj jeździliśmy po województwie wielkopolskim również 22 kwietnia na bikeoriencie dla trasy giga te tereny będą eksplorowane 🙂26-20170409_150532

Strasznie długa prosta, piaszczysta droga, która zaczęła się robić nudna z kilometra na kilometr, a tu dla odmiany miejsce walki desantu rosyjskiego z hitlerowcami. Ogrodzenie z wkomponowanymi czerwonymi gwiazdami robiło wrażenie.27-20170409_150833

Resztę doczytajcie z tablicy pamiątkowej, wmurowanej w kamień.28-17838348_1577647368941912_1564392659_o

Skończyły się piaski, zaczął się asfalt, ale tylko na chwilę, bo skręciliśmy w las, w drogę, która jest, ale jej nie ma. Bo generalnie te tereny na naszych mapach słabo są oszlakowane, jak się w praktyce okazuje, dużo dróg, których nie ma na mapie istnieje w rzeczywistości, a tutaj akurat było na odwrót. Wjechaliśmy w taką drogę ze zwalonymi drzewami, a potem chcieliśmy ją objechać i trafiliśmy na knieję, że na sam widok wyskoczyła gęsia skórka, każdy zrobił oczy wilka i czym prędzej zawróciliśmy do drogi zwalonej drzewami.29-20170409_152430

Jakoś tak spacerkiem daliśmy radę pokonać nierówności i zwalone drzewa, byleby nie trafiać na miejsca, jak z horroru. Oczywiście do asfaltu nie zawróciliśmy, bo stracilibyśmy 6 minut na objazd tego, co szliśmy w 15 minut 😀30-20170409_152714

No ale koniec narzekania. Zaczęła się droga. Nawet fajna, bo ktoś postawił górkę w środku lasu. Podjechaliśmy i od razu zjechaliśmy. I tak parę razy na tym odcinku 🙂31-20170409_153421

I znowu droga, która widoczna na mapie, ale rowka nikt nie zaznaczył 🙂 Jak już Sowa musiał przeprowadzać swój czterometrowy rower to znaczy, że przejechać się nie dało 🙂32-20170409_153650

Kolejny podjazd. Albo podbieg. Albo podejście. Zależy od umiejętności, albo czy przerzutka zadziała w odpowiednim momencie 🙂33-20170409_153930

Tu zdesperowana sowa na kolejnym podjeździe. Zdjęcie robią, to trzeba podjechać. Fakt, że w organizmie już prawie cukru nie ma, ale ostatkami sił dokręcił 🙂34-20170409_154045

Po drodze minęliśmy rezerwat przyrody „Długosz Królewski w Węglewicach”. Pan Sowa z racji swej mądrości wyjawił wcześniej, że Długosz Królewski to gatunek paproci. Wszyscy byli pod wrażeniem 🙂35-17670368_1577648168941832_1949881772_o

Skończyły się leśne dukty, zaczęły się asfalty i znowu wkraczamy w miejscowości o dziwnych nazwach. Okoń. 36-20170409_155937

Głaz. No majstersztyki w nazewnictwie.37-20170409_160103

Kolejna perełka nazewnictwa miejscowości.38-20170409_160330

A za Pędziwiatrami Ostrówek. Ale Ostrówek koło Wieruszowa, a nie Wielunia. I w końcu sklep. Pierwszy. Po 58 kilometrach. Sowa w sklepie obalił litrowy sok z banana, zeżarł dwa wafle w czekoladzie, a potem po koleżeńsku w końcu podzielił się paroma piernikami w czekoladzie z półtorakilogramowej paczki 😉 Acha. I jeszcze wziął picie na drogę 😉39-20170409_161644

W międzyczasie, gdy organizm Sowy próbował ogarnąć niezliczone kalorie i ilości cukrów w organizmie dokręciliśmy do miejscowości Kaski. Pan Sowa był tak przezabawny, że zawiesił kaska prezesa na terenie zabudowanym, a ten bez swojej trzystopniowej drabinki nie był w stanie sięgnąć 😉40-20170409_163634

W planach nie było dzisiaj jazdy przez Kaski, ale oczywiście u nas nie ma ścisłego trzymania się zaplanowanej trasy, więc elastyczność to podstawa. Co prawda droga z Kasków kierowała na Bąka, ale tam kończyła się na posesji, bo to już przerabiane było w 2013, musieliśmy liczyć na intuicję i orientację w terenie na nos. Obierając odpowiedni azymut wypatrywaliśmy tylko czegoś, czym dało się jechać, żeby zbliżyć się do Sokolnik. 41-20170409_164704

Jest i S8, przebijamy się na drugą stronę i próbujemy wjechać na wyznaczony wcześniej ślad.42-20170409_164928

W tym miejscu mapa w końcu zdała się pokryć z rzeczywistością, bo jak był znak, że droga ze ślepym endem, tak się potem okazało. Przed nami tylko pola, żyta i tym podobne. Zawracamy do Gumniska, pierwszej miejscowości, którą penetrowaliśmy od momentu startu i dojeżdżamy do Sokolnik.  Czekamy z niecierpliwością na 22 kwietnia i bikeorient. Będzie się działo! 🙂43-20170409_165157

Menu

Facebook