Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Rusiec i Sulejów, czyli dwa w jednym


Niedziela. Słoneczna w dodatku, co nas bardzo cieszy, bo zaplanowane mamy dzisiaj dwa objazdy: w Ruścu, poznając trasę maratonu MTB, który odbędzie się 2 kwietnia oraz objazd Zalewu Sulejowskiego.

Umówiliśmy się z organizatorem maratonu na wspólny objazd, więc zgodnie z czasem stawiamy się na stadionie w Ruścu i rozpakowujemy.01-20170326_085612

Stasiu organizator zaczął nas ciorać po lesie, ale mamy jeszcze jeden, dużo bardziej wymagający objazd, więc tutaj zachowawczo, żeby się nie spocić 🙂02-20170326_091357

Są na tej trasie dość ciekawe miejsca, chociażby to – wyrobisko, którego podjazd może zaskoczyć  🙂 03-20170326_094341

Co niektórzy stwierdzili, że stąd też dobrze widać i nie pchali się w dziurę 🙂04-20170326_094346

Kolejna z paru niespodzianek to przejazd przez pastwisko. Będzie trzeba samodzielnie opuścić i zapiąć elektrycznego pastucha 😉 Na doping będzie miało tutaj wpływ stado luźno biegających byków 😉05-20170326_100746

Kończymy objazd jednej pętli i pod amfiteatrem na stadionie Stasiu opowiada, jakie atrakcje będą na nas czekały za tydzień 🙂 Nie zdradzamy szczegółów, ale każdemu ślinka leci 🙂06-20170326_101332

Pakujemy się i kierunek Sulejów! W międzyczasie zahaczenie o stację benzynową na jakąś kawę i niezdrowe żarcie w postaci francuza. Meldujemy się pod klasztorem Cystersów około 11:44 😉07-20170326_114405

Z racji tego, że paru z nas brało udział w maratonie MTB we wrześniu zeszłego roku oraz Doktorek samotnie pokonywał tutaj parę razy tę trasę, jedziemy praktycznie na pamięć. Mała modyfikacja już na początku, żeby nie jechać asfaltem, więc wbijamy na wał 🙂08-20170326_114821

Minąwszy osiedle domków letniskowych i pozamykane bary przy Sulejowie docieramy do pierwszego rozlewiska. Woda dzisiaj ma tak niski poziom, że jednostki pływające miałyby problem ze swobodnym poruszaniem się. 09-20170326_120212

Pierwsze urokliwe miejsce na Luciąży, która niecierpliwie wartko płynęła do Pilicy. Renklod miał kamerę, ale z wrażenia nie włączył, więc pojechał jeszcze raz, żeby nagrać sobie przejazd 🙂10-20170326_120626

Drugie miejsce, tym razem na dopływie Luciąży, bliźniaczo podobne. Dziś jest sucho, więc można bez stresu pokonać obydwa mostki, zdecydowanie gorzej było na maratonie, gdzie jazda po śliskich od rosy deskach mogła skończyć się niechcianą kąpielą 🙂11-20170326_120859

Dojechaliśmy do Barkowic, jakiś 11 kilometr trasy, trochę asfaltu i każdy już chciał się ścigać 😉 W jednym czasie nawet każdy chciał być pierwszy 😉12-20170326_122403

Koniec asfaltów, czas w las. Tu na maratonie była kładka, a dzisiaj niestety jak widać. Prezes próbował przejechać, ale na wysokości deski jakiś dziad borowy koło w błotnistej wodzie zatrzymał i reszta po obserwacji stwierdziła, że jak francuskie pieski przeniosą sobie rowerki po deseczce 😉13-20170326_122957

Nie patrząc na ślad mapy trochę nam się zjechało z kursu, bo Koniu prowadził i tak mu się dobrze jechało, że wyciągnął nas na plażę. W sumie to bardzo fajnie, bo widoki rewelacyjne i mogliśmy napawać się nieziemskimi, bo wodnymi krajobrazami 😉14-20170326_125138

Jak już jesteśmy na plaży, to może by kawałkiem spróbować? Widok tysięcy muszli pozostawionych przez małże, które uciekały przed odpływem robił spore wrażenie. A jak fajnie chrupały pod kołami naszych 29″ 🙂 Jesienią żołędzie, wiosną małże 😉15-20170326_125348

Ciągniemy karawanę dalej, cyplem, wydłużając sobie celowo objazd. Niestety ale trasa maratonu prowadzi w tym miejscu w schowanym od zalewu lesie, a tu aż się prosiło, żeby się posilić takimi widokami, więc każdy zadowolony na maksa 🙂16-20170326_125513

Tylko Jogi coś tam z tyłu bluzgał, bo trochę bardziej kopał się w piasku, niż reszta 🙂 Ale ogólnie też był zadowolony 🙂17-20170326_125841

Wróciliśmy do lasu, bo Doktorek stwierdził, że dalej to jest siatka i nie przejedziemy. Jasnowidz jakiś, czy co? 🙂 Faktycznie siatka była, trafiliśmy na stary ślad, którym mieliśmy wcześniej jechać.18-20170326_131016

Parę nowych przeszkód od września pojawiło się na ścieżce, co nas cieszy, bo urozmaica przejazd. Niektóre będą trudne do pokonania, ale czasem też trzeba zejść z roweru, żeby rozprostować kości i stawy zbite na korzeniach 🙂19-20170326_131124

Kolejna plaża. Tutaj wjeżdżamy tylko na chwilę, bo już Jogi znowu pod nosem nieśmiało bluzga 😉20-17499795_1560382617335054_444661412_o

Robimy pamiątkową widokówkę i wracamy na szlak.21-20170326_134213

Jeszcze został nam do objechania drugi brzeg za tamą, bo jesteśmy właśnie na półmetku, czyli jakiś 25 kilometr.22-20170326_134243

Doktorek zaproponował nieśmiało, czy może pojechalibyśmy betonowym wałem? No pewnie, bo trasa prowadziła nudnym asfaltem 🙂 To już wolimy beton 😀23-20170326_135245

W odpowiednim momencie wyjechaliśmy poza wał, bo zrobił się większy skos, pojawił się lekki piasek, a dodatkowo trwały zawody wędkarskie. Chyba byliśmy większą atrakcją dla gapiów, bo ruszaliśmy się bardziej, niż wędkarze 😉24-20170326_135503

Przeprawa na drugą stronę zalewu przez tamę.25-20170326_135919

Mała przerwa na kawę 🙂 Zaczynamy kierunek południowy.26-20170326_140157

Często za późno zerkaliśmy na ślad mapy i parokrotnie dokładaliśmy sobie przeszkód, ale było warto, bo jeden przejechał drugi zahaczył kaskiem i kierował się ku ziemi, trzeci ładnie się brzozom ukłonił 🙂27-20170326_141337

Kolejna przeprawa przez strumyk, tutaj w miarę twardo i widać dno, to już każdy odważny i przejeżdża 😉28-20170326_141623

Ślad wraca nad skraj lasu przy zalewie. Mimo lekkiego chłodu, bo temperatura około 7-8 stopni, pogoda nas rozpieszcza 🙂29-20170326_142505

I znowu przeprawa przez strumyk, mimo, że obok jest drewniany mostek, którym suchą stopą i oponą można byłoby pokonać ten dopływ. Ale skoro jeden przejechał, to stado poszło śladem odważnego 🙂30-20170326_143320

Kolejna naturalna przeszkoda. Chcieliśmy obejść, ale Jogi nie zauważył, przejechał i zepsuł przeszkodę 😉31-20170326_144008

I znowu jesteśmy na tarasie widokowym zalewu 🙂 Myślimy już nad kolejną wyprawą w tym klimacie, bo mimo wielu korzeni i łachów piachu trasa naprawdę urokliwa, choć wymagająca.32-20170326_145626

I znowu plaża. Jogi prewencyjnie został na brzegu 🙂 Piękna zatoka i my, też piękni 😉33-20170326_150238

Kolejna widokówka znad Sulejowa 🙂 34-20170326_150318

Odbijamy od brzegu. Nie zawsze da się jechać linią brzegową, więc trzymamy się wyznaczonej trasy. Miejscami też jest fanie.35-20170326_152724

Znowu brak kontroli nad śladem i wysunęliśmy się za daleko w stronę brzegu. Trzeba odbić od linii brzegowej, bo przed nami za chwilę będzie dopływ do zalewu, którego nie pokonamy. 36-20170326_152945

Dojechaliśmy do przeoranej części lasu, którą jechać się nie dało, więc ściółką skierowaliśmy się do właściwej drogi. W międzyczasie Renklod gdzieś na chwilę się zatrzymał, stracił nas z oczu i mała konsternacja. Czekamy.37-20170326_153744

Dzwoni zatrwożony, gdzie jesteśmy, bo my w lewo a on w prawo, ale dojechał do kanału i musiał się telefonicznie posiłkować, gdzie ma jechać. Jedzie 🙂38-20170326_153803

Zbiliśmy się w całość i mamy do pokonania kanał, który właśnie w tym miejscu wg śladu przejeżdżaliśmy. Okazało się, że ktoś celowo pościnał i pozwalał tutaj drzewa, żeby nie było przejazdu. Zaraz się okaże, czy wszyscy umieją zachować równowagę 🙂39-17549088_1560382490668400_918666600_o

Takie klimaty uwielbiamy, chociaż zawsze jest nutka niepewności, czy ktoś nie zmoczy gaci 🙂 Dziś każdy wrócił w suchych 🙂40-20170326_154010

Jedno z najbardziej mokrych miejsc na trasie. Renklod próbował bokiem, ale nie poszło, bo został zatrzymany twardo przez krzaki, które nie miały zamiaru go przepuścić 🙂41-20170326_154732

Gdzieś z tyłu Jogi całkowicie wyluzowany opłukuje opony 🙂42-20170326_154848

Zboczyliśmy na chwilę z kursu po raz kolejny, a to, co zobaczyliśmy było zdecydowanie tego warte. Przed nami wykarczowany kawałek lasu, który zatopiony w zalewie wyglądał majestatycznie.43-20170326_155426

Dowodem tego, że widok zrobił na nas ogromne wrażenie parę karpi na brzegu 🙂44-20170326_155429

Piękne mielizny i małe wysepki tworzyły pejzaż, który wart byłby namalowania. Niestety nie zabraliśmy ze sobą sztalug, a jedynie uwieczniliśmy to na zdjęciu 🙂 Możecie sobie to przemalować 😉45-20170326_160030

Jesteśmy już trochę sprani, niektórzy pytają, ile jeszcze. Mamy ponad 40 km w nogach po korzeniach, piachu, trochę już czuć zmęczenie. Do celu 3 kilometry, został nam jeszcze tylko przejazd wałem przeciwpowodziowym.46-20170326_160808

Pilica z naszej prawej z rozlewiskami potrafi wlać miód na nasze oczy takimi widokami. 47-17522024_1560382177335098_1156025268_o

Po lewej przez krzaki i drzewa przebija się Hotel Podklasztorze, utworzony w Klasztorze Cystersów. Znaleźliśmy nawet dzięki nowej ustawie o wycince widoczny krajobraz Opactwa, więc nie mogliśmy się nie uwiecznić 🙂48-17571091_1560382027335113_1192407687_o

I kolejna widokówka 🙂 Tym razem bez nas 🙂49-17548657_1560382110668438_34154924_o

Jeszcze tylko stromy podjazd i kończymy dzisiejszą przygodę z Zalewem Sulejowskim.50-17549107_1560381440668505_1613485740_o

Budynki z kompleksu klasztoru robią swoim widokiem niesamowite wrażenie, poruszając wyobraźnię i przenosząc nas w ówczesne czasy.51-17521924_1560381370668512_346205651_o

Sam dziedziniec również powala swoim widokiem. Czas na obiad, bo każdy głodny. Prawie pojedliśmy świńskich policzków na pęczaku, czy pierogów domowych i wróciliśmy już na czterech kołach do Wielunia. Fantastyczna pogoda zdecydowanie upiększyła dzisiejszy wyjazd, zgrana ekipa zrobiła resztę roboty 🙂 Dzięki za dziś!  52-17548756_1560381357335180_821880293_o

Menu

Facebook