Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Boże Narodzenie. Dzień drugi.


Święta. Czas zadumy, refleksji, spotkań z najbliższymi… no właśnie, ten okres to doskonała okazja, żeby w końcu się spotkać na rowerach 🙂 Idealnie 🙂 Pierwsze święto niektórzy wykorzystali na solówkę, ale zostaną rozliczeni, bo to nieautoryzowane wyjazdy, dzisiaj był certyfikowany jak najbardziej 😉

Ale od początku. Wigilia, pierwsze święto, czas dla rodziny. Ale my też w sumie rodzina, więc nie spotkać się na święta to grzech. Niewybaczalny. W tamtym roku lataliśmy co prawda też w pierwsze święto, ale z racji nawału obowiązków wczoraj każdy kto mógł to odwalił szybkie deptanie w samotności. Jak na prawdziwe święta przystało: 8 stopni na plusie, dużo błota i grząsko, zero śniegu. Prawdziwa atmosfera rodzi się w naszych głowach. Do tego wszystkiego Marek postanowił zniechęcić do nas i naszej jazdy swoją żonę. Zabrał ją z nami 🙂 Nie lecimy typowo czerwonym szlakiem jak zwykle, bo tam to pewnie mielibyśmy taplanie w błocie na dzień dobry, więc plan taki, że asfaltami na Przycłapy, potem wbijamy w stare koryto bike maratonu a dalej to już czyste impro.01-20161226_102608

No i poszli w las. Na mało jeżdżonych leśnych nie ma tragedii, najgorzej tam, gdzie wyciągali drewno z lasu. Potoki błota. Ale my dzisiaj tego nie chcemy i mijamy bokami. Plan jest taki, żeby poszatkować las po lewej za Przycłapami możliwie jak się da, unikając głównych leśnych duktów.02-20161226_103426 Zaczynamy więc spełniać założenia 🙂 Marek z markową żoną zachowawczo z tyłu, chociaż znamy Marka i wiemy, że lubi sobie pocisnąć, ale dzisiaj smycz zrobiła swoje 😉03-20161226_103441

Skręciliśmy w możliwie najmniej widoczną drogę, żeby za chwilę mogła się skończyć, a my oddać się fantazji błądzenia – jakby się mogło wydawać – po leśnych ściołach 🙂 Nic bardziej mylnego. Prezes to stary harcerz i potrafi wywąchać ścieżkę po gównie dzika, ale wcześniej trzeba się wczuć w klimat i wytaplać się w sadzawce 😉 Po tym to już każda droga sama się znajdzie.04-20161226_104026

Nie widać drogi, prawda? Ale jednak jest. Jakby ktoś miał wątpliwości, to zapraszamy, znajdziemy takie bezdroża, że wyjechanie na asfalt po czymś takim będzie straszną nudą 😉05-20161226_104221

Poznajemy coraz piękniejsze zakątki tego przycłapskiego lasu. Zawsze tylko szarpaliśmy dwoma znanymi nam szlakami, ale dość! Spójrzcie na to 🙂 Podzielony las drogą. Z jednej strony brzozy, z drugiej sosny, a po środku jemioły 😉06-20161226_104943

Czas wrócić na trasę bike maratonu, by za chwilę odbić na kopalnię w Kraszkach. Podjazd piaszczysty i wymagający, ale wszyscy szczęśliwi 🙂 Mała przerwa na posklejanie się do kupy, bo Marek z żoną postanowili trochę zostać z tyłu. Nie wiadomo na co, ale mówili, że na czwórkę. Jedynkę i dwójkę znamy, ale czwórkę? 😉07-20161226_110937

Po małej naradzie na skraju lasu ktoś rzucił pytanie, czy zahaczamy o Przywóz. Nie, no pewnie będzie zamknięte, dzisiaj tylko blisko domu, żeby każdy zdążył wrócić na czas na świąteczny obiad. O jakie było zdziwienie wszystkich, kiedy wszyscy chcieli jechać na Przywóz. Obiad to nie Rowerowy Wieluń, nie ucieknie Krzyśkowi 🙂 Zresztą i tak pewnie odgrzewany. Na Przywóz! No i się zaczęło. Ledwo ruszyliśmy, a tu niezakładane przez nas błota. Ale takie błota, że koła chowały się po osie. Na szczęście każdy w wyśmienitej kondycji i przejechał bez problemu, oprócz tych, którzy nie przejechali 😉08-20161226_111940

Za błotami parę kałuż, które wszyscy mijali bokiem. A w kałużach najbardziej ubity grunt.09-20161226_112415

Za chwilę w końcu asfalt. Na krótko, bo znowu wbijamy w teren. W końcu jesteśmy na MTB, a nie na jakichś szosach 😉 Jest co deptać. Dystans w terenie do szosy dziś mnożymy przez współczynnik 1,9 🙂 CD nawet przez 2,5 😀10-20161226_113229

Cichy postanowił, że nie będzie miał czystej kurtki i przeżyje stosunek z błotem. Trzeba się będzie ściepnąć na boczne kółka. Ma szczęście, że firmowy uniform pod spodem ochronił, bo drugi bok to prezes sam by mu natarł 😉11-20161226_113339

Wlatujemy w Toporów, potem już asfaltami do Przywozu. W międzyczasie mijamy naszego Starostę i życzymy sobie jeszcze resztki wesołych świąt oraz pomyślności w nowym roku. Podjeżdżamy pod bramę do baru i wyglądamy jak pieski, które przyszły do koleżanki w odwiedziny i nie wiadomo, czy zastały 😉 Ktoś się jednak kręci za firanką  i za chwilę Majka leci z kluczami od bramy, żeby nas ugościć.12-20161226_115410

Nie jesteśmy pierwszej czystości, więc nie wchodzimy nawet do środka, tylko życzenia składamy na dworze. Kostki też nie brudzimy, bo Andrzej wczoraj zamiatał na kolanach. Tylko Krzysiek zbeszcześcił jego pracę i wytrzepał mu 2 kilo błota. Niech się Andrzej nie cieszy, bo co to OIOM, żeby się tak sterylizować? 😉 Marek z żoną oryginalną, bo markową postanowili pojechać szybciej, w końcu ich zaraz dogonimy.13-20161226_120842

Mimo usilnych prób, naprężania łyd i lawirowania między kałużami nie dogoniliśmy Markowych.14-20161226_123437

Zrezygnowani wyjechaliśmy na asfalt w Łaszewie i dołożyliśmy do pieca. Pod coraz bardziej wzmagający się wiatr. Ale nie no… asfalty? Panowie!15-20161226_124918

Chcąc nie chcąc w teren w Strugach nie wjedziemy, bo tam to ostatnio było tak pozamarzane, że jak to puściło na dniach, to strach się tam wbijać. Wybieramy zatem opcję łagodniejszą i w Jajczakach lecimy na las i Przycłapy. Marków nie widać.16-20161226_125705

 Foto-zagadka: czyj to rower i gdzie właściciel? 😉 Zrywa śliwki 😉18-20161226_125919

Tych parę domów przed nami to Jajczaki-Pieńki. Wiedzieliście? Pewnie, że nie 🙂 Nawet od tych domów do prawie Przycłap skrajem lasu wylali tutaj asfalt. Co prawda dojazd od Jajczaków i Przycłap jest szutrowy, ale jest asfalt w środku przysiółka? Jest 😉 19-20161226_125925

A my w Przycłapach zamykamy pętlę i asfaltem turlamy się na Wieluń. Znów nasza błogosławiona ścieżka w Rudzie, gdzie możemy z pokorą wytrzepać nasze maszyny z błota, bo tu jest większy teren, niż w terenie 😀 Ale bez błota 😉 Znaczy się po naszym przejeździe już z błotem 🙂20-20161226_131211

Nie zgadniecie, co się stało 🙂 Na wysokości wjazdu do Wielunia mamy ogon. Marki nas dogoniły, nie wiadomo skąd i jak 🙂 Okazało się, że jechali starym korytem bike maratonu, gdzie przewidywaliśmy dzisiaj ogrom błota. To się Marek na żonie powyżywał jeszcze na koniec w lesie 🙂 Ale uśmiech jej z twarzy nie schodził, więc chyba się podobało i jest szansa, że jeszcze z nami pojedzie 😀21-20161226_132020Dzięki za świetne święto, bo było super rodzinnie i klimatycznie 🙂 Do następnego! 🙂

Menu

Facebook