Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Wszystko przez kurtki


Dzień dobry.

Dzisiaj były lasy. Dużo lasów. Dużo Załęczańskiego Parku Krajobrazowego, nowe tereny, dużo nas, no i nowe kurtki do testów. Nie wszyscy jak widać, ale zdecydowana większość, lecz za parę chwil cała flota będzie umundurowana 🙂 01-20161217_130111

Jako, że pogoda jest przepiękna i trzeba z niej korzystać na maksa, wybieramy kierunek południowy wschód, czyli lasy. ZPK. Najpierw na „berlinku” prawie przerobiliśmy na mielone małego yorka, bo właściciel był zajęty popychaniem pierdół z kolegami, zamiast psa zapiąć na smycz. Potem przecięliśmy drogę Ruda-Widoradz i chcieliśmy skierować się Czereśniową do Wierzchlasa, ale niestety droga była tak zaorana, że czołg nie dałby rady, więc skosem na Olewin i dopiero na Wierzchlas.02-20161217_133900

Za Wierzchlasem już lasy, a tam widać już bardzo sympatycznie nastającą zimę w postaci zaszronionych traw, czy posypanej czymś białym drogi. Bokiem minęliśmy Kraszkowice i pokręciliśmy na Łykowe.03-20161217_134903

Przypomniało się temu na szpicy, że nieopodal są dwa rozlewiska. Małe odbicie z leśnej drogi i każdy podziwia niecodzienny widok.04-20161217_135610

A jest naprawdę co podziwiać. Zatopiony fragment lasu, niczym kadr z filmu fantasy. I nawet z tyłu te postacie takie zbliżone do troli. Wszystko się zgadza 🙂05-20161217_135633

Zerknijcie zresztą na krótki filmik:

Pogoda cały czas przepiękna, słoneczko, gołe niebo, lasy… do tego trafiliśmy za Krzeczowem w stronę Kamionu na dość dużą wycinkę, nawet byli drwale, ognisko, termosik z pewnie dobrą kawą albo z czymś jeszcze lepszym, a zapach świeżo ściętego drewna i klimat tego wszystkiego jest nie do opisania, dlatego jak tylko możemy, to sami upajamy się tym na żywo.06-20161217_140936

Wycinka miała miejsce aż do pierwszego wąwozu, więc z jednego klimatu w drugi. Każdy uśmiechnięty, co widać na zdjęciu 😉 Endorfiny lecą w las takimi ilościami, że mimo górki każdy daje z siebie 120% planu 🙂07-20161217_141217

Za drugim wąwozem skierowaliśmy się na długi podjazd, który prowadzi do ośrodka na górce w Kamionie od tyłu. Tym razem o fotę pokusił się Wołoszański, stąd zdjęcie z wysokości 3m. To jest najwyższy punkt widokowy na dzisiejszej trasie 🙂7a-15608652_1413493968690587_95842151_o

Przejechaliśmy Kamion i trasą, którą ostatnio dość często pokonujemy, skierowaliśmy się azymutem na Bobrowniki. Tu znowu gdzieniegdzie widać zaczątki zimy, co nas bardzo cieszy. Kolega Krzysztof Hajzguba daje nam chwilę oddechu w oczekiwaniu na niego.08-20161217_143829

Jest krzyż, jest krzyżowanie dróg, odbijamy z bobrownickiego azymutu na azymut wieszagowski. Co ta perspektywa nie robi na zdjęciu… wszyscy jednego wzrostu 😉09-20161217_145105

Wieszagi. Ranczo starego znajomego, ale samego poszukiwanego nie zastaliśmy, więc tylko ślad, że byliśmy i lecimy dalej. Za chwilę na prostej drodze Krzysiek gonił szaraka z uszami. Nie złapał, ale ślad na kurtce został.10-20161217_150704

Pokierowaliśmy się dłuższą trasą na Madeły. Wjeżdżamy tam od zupełnie innej strony niż zwykle, trafiliśmy nawet na piękny zachód słońca. Niestety zdjęcia nie oddają klimatu, więc tylko taki mały landszafcik.11-20161217_152637

Ponieważ u Majki w barze zamówiliśmy wcześniej gorące herbatki na określoną godzinę, a tu nam jeszcze zostało 15 minut łukiem Warty. Pada więc info, że mamy 15 minut do punktu zero. Ruszamy i podkręcamy tempo. Oglądamy się co chwila, czy wszyscy są.  Nowe kurteczki przebijają się między drzewami, ale przy tej prędkości zliczyć wszystkich jest trudno.12-20161217_152641

Dojeżdżamy do baru. Okazuje się, że Krzysztof Haj zguba. Nie ma go. Wersja jest taka, że jedni myśleli, że jest z przodu, a inni odwracając się, że cały czas jedzie. WSZYSTKO PRZEZ KURTKI! 😛 Z tyłu wszyscy wyglądają w nich tak samo. Oprócz Wołoszańskiego i prezesa oczywiście, bo tu wali kontrastem po gałach. W barze mała posiadówka przy herbatce i pierniczkach i za 20 minut pojawia się Krzysiu. Znalazł się, mimo, że trochę pobłądził. Ruszamy ze łzami w oczach na Wieluń. Czas nas goni. Tempo kręcimy równie dobre, jak od Madeł. Tytus wyłapał zmarzlinę za Strugami, nie ogarnął w porę i gleba. Taka dość konkretna. Kask był niezapięty, to się z czajnika sturlał, wszystko przejęło kolano i łokieć. Nie ujechaliśmy kilometra, jak sytuacja się powtórzyła. Ten sam Tytus, to samo kolano i łokieć. Tylko bruzda inna i na szczęście kask zapięty, bo się przydał i wytłumił. Dobrze, że przy pedałowaniu nie widać, że się kuleje 😉 Nie wiadomo, czy to był zamach, czy może odskok, żeby nie najechać na kolegę obok, czy może w końcu brak umiejętności? Nie no, prezes i brak umiejętności? Nie przechodzi przez gardło 😉13-15590925_1119039598215542_723303483049562276_o

Dzięki za dzisiaj, liżemy rany i widzimy się we wtorek na wieczornym 🙂

Komentarze

Menu

Facebook