Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Działoszyńskie klimaty na minusie ale na plus


Mapa z dziś.

Temperatura dzisiaj -2. Plus jest taki, że mimo, iż wyjeżdżamy małą grupą, to będziemy rosnąć, niczym drożdżowiec. I to na mrozie. Uwierzycie? Nie? No to czytajcie.

W czwórkę (a miało być tak hucznie 😉 ) wyruszyliśmy w działoszyńskie klimaty. Ponieważ każdy nieprzyzwyczajony do minusowych temperatur szukał jakichś idotycznych wymówek, znaleźli się tacy, co wymówek nie mieli, lub nie chcieli mieć. Plan był taki, że o 10 wyjazd na Działoszyn, ale że czas był z góry założony, więc początek do Kamionu asfaltami. Nie podobało się to większości grupy, a nawet całej grupie, ale co zrobić. Raz od święta…01-20161204_101850

Jest Kamion i Warta. Za Wartą mają czekać na nas sympatyczne dwa klimaty. Jeden to teren, a drugi klimat to dopiero po pokonaniu syzyfowej górki. Las.02-20161204_104304

Ale najpierw wdrapujemy się pod syzyfową. Wiatr ustał. My w sumie też, bo nikt się nie wywrócił pod górkę.03-20161204_104738

Na górce czekała na nas Aneta. Niestety jak widać większość grupy miała problem, żeby utrzymać jej tempo. 04-20161204_110235

Jak się później okazało, jechała tak szybko, ponieważ – tak jak i jednemu z nas pozamarzały linki od przerzutek i siłą woli trzeba było kręcić, żeby nie stanąć. Małe oględziny, chuchanie, dmuchanie i puściło na tyle, że można było w końcu zwolnić 🙂05-20161204_110647

Wyjeżdżając z lasu natknęliśmy się na nagonkę. Przed nami Działoszyn, ale trzeba uciec jeszcze myśliwym z zasięgu wzroku.06-20161204_111405

W Działoszynie mieliśmy się spotkać z tamtejszą ekipą pod fontanną, lecz niestety przymarzła, więc spotkaliśmy się przy rondzie. Zwiększyliśmy skład. Daliśmy im nawet poprowadzić przez chwilę, w końcu są u siebie 😉07-20161204_112306

Wywiedli nas w las, albo jeszcze dalej, bo zaczęły się jakieś rozlewiska i bagna. Jednemu koledze z ekipy prowadzącej nas po ich terenach dziś nie poszło, bo się odkręcił pedał i przykręcić się nie dał. Tak to jest, jak się rower po omacku składa 😉 Tyle dobrego, że kierownicy z siodełkiem nie zamienił 😉08-20161204_113818

Z kolei kolega Adam z tamtejszej grupy powiedział, że nas trochę sponiewiera nad rzeką i słowa dotrzymał. Po kartoflisku w poprzek jazda jest przyjemniejsza 😀09-20161204_114732

Dojechaliśmy do dziwnego miejsca. Obóz dla przesiedleńców? Uchodźców? Nie… podobno tu sobie pewna ekipa ze śląska przyjeżdża latem i taki mają oto mały kemping z domkami, letnią kuchnią i wychodkiem na paru cegłach. Kolega Wołoszański zwiedzając czuł się jak w skansenie 😉10-20161204_115054

Opuściliśmy gród Silesia i ruszyliśmy dalej, w stronę żelaznego mostu, który zawsze braliśmy od góry. Quadowcy wyryli tu drogę, która miała koleiny prawie do jądra ziemi, ale komuś – wcale nie ma się co dziwić – chyba to przeszkadzało, bo zrzucił drzewo w poprzek drogi. My przejechaliśmy. Innymi sprzętami już niekoniecznie.11-20161204_115721

Jest i żelazny most. Kiedyś podczas wojny jeździły tędy pociągi pancerne. Teraz tylko rowerzyści i parę składów z węglem. Co prawda dzisiaj wzięliśmy go dołem, ale górą wrażenia niezapomniane 🙂12-20161204_120316

Skierowaliśmy się na cementownię, w międzyczasie od kolegów z Działoszyna słysząc, że przejechaliśmy właśnie obok hucznej niegdyś dyskoteki oraz nieistniejącego kina. My też mamy podobne kino 🙂13-20161204_121010

Przed Grądami skręciliśmy w dół, w stronę Warty, wzdłuż mlecznej drogi. Most na Warcie dla pieszych i rowerzystów zawsze robi na nas pozytywne wrażenie.14-20161204_121345

Tutaj kiedyś funkcjonował młyn wodny, lecz jak to zwykle bywa, z wielu powodów przeszedł do historii. Niestety nie jest do zwiedzania, ale wygląda na tyle konkretnie, że może poruszyć wyobraźnię. 15-20161204_121356

Odnośnie młyna, to jest on za naszymi plecami (oprócz pleców fotografa). Jako ciekawostkę możemy dodać, że stoi on w województwie śląskim, a samo koryto rzeki, już w łódzkim. Skubani wodę ciągnęli z sąsiedniego województwa za friko 😉16-20161204_121532

Zapomnieliśmy wspomnieć, że wcześniej kontaktował się z nami kolega Marek, który gonił nas od Wielunia śledząc nasz ślad na Endo. Tak się dogadał, że wyjechał na Zalesiakach, zamiast na moście przy cementowni. Ominęła go przeprawa kładkami przez Wartę, ale na szczęście odnalazł się pod wiaduktem. Znowu nam się ekipa rozrosła.17-20161204_122651

Czas więc trochę skurczyć ekipę. Tym razem Adam. Co prawda rower ma cały, ale obowiązki i takie tam inne wymówki spowodowały, że dalej jechać nie mógł, więc czułe pożegnanie i lecimy dalej. W ogóle to dziwni ludzie strasznie. Wczoraj, jak się próbowaliśmy ustawić z nimi na dzisiejszy wypad, to jeden miał katar, drugi jechał gdzieś indziej, trzeci nie miał kasety i łańcucha, a tu proszę: nie dość, że wszyscy w trzech się zjawili, to jeszcze w czterech 😉18-20161204_123101

Bez zbędnego marudzenia ruszyliśmy na Raciszyn, a potem wzdłuż Warty na Lisowice. Błoto przy -2 nie ma szans, więc pozostałości po kałużach w formie lichego lodu kruszyliśmy jak rosyjski lodołamacz na biegunie północnym. Lub podobnie.19-20161204_124042

Nie bardzo można sobie przypomnieć, na kogo tutaj czekaliśmy, ale spójrzcie: chłopaki tak wyjeździli dołek, krążąc dookoła, że teren obniżył się o dobrych parę metrów, bo wcześniej był na wysokości tych drzew. AAaaa nie! Wróć! To kamieniołom w Lisowicach! 🙂20-20161204_124238

Piękne widoki, nieprawdaż? Tylko ktoś na siłę próbował zepsuć ten kadr wjeżdżając w lewy dolny róg. Dzięki innym zdjęciom tego rękawa wiemy kto to i konsekwencje zostaną wyciągnięte.21-20161204_124346

Z działoszyńskiej ekipy został się Wojtek i Maciek, którzy odprowadzili nas do asfaltu w Lisowicach. Na krzyżówce pożegnaliśmy się z nimi, a sami ruszyliśmy w stronę Bobrownik. Chcieli jechać z nami dalej, widać to było po załzawionych oczach… a może to od wiatru? Nie wiadomo 🙂1-20161204_124651

Minęliśmy Sęsów i ujrzeliśmy z naprzeciwka znajomą sylwetkę. To Darek, który ostatnio został zagarnięty do naszej grupy. A propos Darka właśnie. Miał dzisiaj z nami jechać Cegła, ale niestety zaniemógł czasowo, więc miał dzisiaj zastępstwo 🙂22-15310771_1393539334019384_1078156240_o1

Czas się kurczył jak dętka, z której powoli uchodziło powietrze, więc częścią ekipy wypruliśmy do przodu, a część trochę wolniej turlała się z tyłu. W Planie był jeszcze Przywóz i nowy, pachnący świeżością bar, więc telefon do Majki ze środka Załęczańskiej Dżungli, żeby przygotowała grzane herbaty, bo za chwilę wbijamy. Wcześniej jednak trzeba było dać znać pozostałej części ekipy, gdzie skręciliśmy.23-20161204_132417

Człowiek tu układa misternie strzałki na pożarówce, a tu pozostała część ekipy spokojnie nadjeżdża. Wniosek z tego taki: spieszysz się? Spiesz się z resztą, bo z resztą i tak cię dogonią 🙂 24-20161204_132537

Dojechaliśmy do baru, gdzie niestety musieliśmy gorące wypić na dworze, bo nie ma to jak zagrzać się dwa razy 🙂 Tutaj niestety musieliśmy się rozstać, bo zakładany czas na powrót u niektórych to 14:30 jako deadline, a była 13:50… i jak tu ogarnąć Wieluń w 40 minut? Dopompować koła i usiąść Eliminatorowi na koło…25-20161204_133711

I tak też się stało. Ze średnią prawie 30km/h na kole i pod wiatr z lewej przedniej  zrobiliśmy odcinek Przywóz – Wieluń w pół godziny. Piszę tę relację językiem, bo jeszcze nie wrócił na swoje miejsce po tym kawałku asfaltem. Reszta oczywiście pojechała bokami i byli szczęśliwsi. Ale… raz do roku można się pospieszyć 🙂26-20161204_140740

Dziękujemy za dziś serdecznie obydwóm ekipom, a w szczególności:
Anecie, Wołoszańskiemu, Eliminatorowi, Hajzgubie, Mareczkowi, Adasiowi, Wojtkowi, Maćkowi, Sebie i Darkowi 🙂 No, czyli wszystkim 🙂

Ps. Nie zapomnij zostawić śladu w postaci kliknięcia „lubię to”, jeśli oczywiście podobała się Tobie relacja 🙂

Menu

Facebook