Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Przedsmak maratonu MTB Wieruszów


W tamtym roku dowiedzieliśmy się o maratonie MTB Wieruszów, który organizowany jest niedaleko nas w dzień niepodległości. Postanowiliśmy, że weźmiemy w nim udział. I wzięliśmy. Było ciężko, rywalizacyjnie świetnie, endorfiny poszły w las i tak dalej, i tak dalej…  🙂

No i co… znów mamy listopad, znów 11 i święto niepodległości nadchodzi wielkimi krokami, więc skromną w tamtym roku czteroosobową ekipą postanowiliśmy zmierzyć się z nieznanym. W tym roku startujemy trochę huczniej, bo liczymy na 8-10 osób, więc będzie nas widać i mamy nadzieję nawet trochę powalczyć 🙂 Ale nie ma walki bez znajomości terenu. Co prawda byliśmy już w tym roku ze dwa razy na tych trasach, ale dzisiaj było znakowanie trasy i jak się okazuje, dodano jeden zjeździk, jeden podjeździk, w sumie najtrudniejszy na całej trasie, więc kto nie ogarnął przejazdu przed maratonem a zna trasę, to może się lekko zdziwić. Ale dobra, dość smęcenia, parę fotek i filmik z dzisiejszych wypocin 🙂 Jesteśmy na miejscu, rozpakowywanie, a w międzyczasie auta jedno za drugim. Grzybiorze. Pod samego grzyba se podjadom, a co! Kto im zabroni? Leśniczy 😉
01-20161106_104339

Wystartowaliśmy trasą z pamięci, bo taka sama jak w zeszłym roku, tylko start i meta w Mieleszynku, a nie w Pieczyskach. No i innowacje na trasie. Tu na przykład miejsce, gdzie można sobie połamać na przykład bark. Albo łokieć. Co kto lubi. Miejsce dramatyczne. Parę metrów wcześniej hopka po zjeździe ze stromej górki do ogarnięcia, no ale z tymi kamieniami to jakiś ułan z fantazją to zrobił, bo co prawda przejechało od nas paru, ale na loterii, bo nie zawsze się udało. Na szczęście zaraz za kamieniami ma stać zespół ortopedyczny i poskładają w razie lekkiego złamania. Pamiętajcie: upadajcie tak, żeby nie doprowadzić do otwartego! 😉 Bo wam w kość będzie zimno 😛02-20161106_105923

No da się? Da się. Ale gacie odpowiednio dociążone, oczywiście dociążały się z każdym obrotem korby po tych kamieniach. Wytrzepaliśmy nogawki i ruszyliśmy dalej 🙂03-20161106_110127

Drugi podjazd. Jak się okaże później, z drugiego zrobił się trzeci, bo dołożyli znakowacze w międzyczasie zjeździk i podjeździk, o których pisaliśmy wcześniej. O jak dobrze, że dziś tam zwiedzaliśmy 🙂04-20161106_110457

Nawet Jogi, który pokłócił się ostatnio z rowerem – zapisał się na ten maraton i dzisiaj z nami śmiało górki rozjeżdżał. A uwierzcie: było co rozjeżdżać.05-20161106_110916

Po pokonaniu najtrudniejszych zjazdów i podjazdów chwila odsapnięcia po kolejnym podjeździe. Na maratonie sobie tak stać nie będziemy 😀06-20161106_111925

I kolejny podjazd. Jest Renklod, ale ta pozycja mówi dwuznacznie: nie wiadomo, czy podjeżdża na stojaka, czy… 😉07-20161106_112446

Po podjeździe wiadomo: zjazd. Tutaj niech dziewczyny mają ładną sesję, zasłużyli sobie w końcu 🙂 Koń jaki jest, każdy widzi 🙂08-20161106_113113

Cichy niby cichy, ale sapał głośno.09-20161106_113119

Jogi na hamulcu.  Chłopie puść się na żywioł! Najwyżej jednego drzewa w lesie mniej będzie! 😀10-20161106_113130

I Krzyś Eliminator. Tak tam sobie zjechał bez trzymanki prawie 🙂11-20161106_113136

Chwila na złapanie oddechu. Kawałek gładkiej prostej przed „łączką Janusza”. Idź pan w ch. z tą łączką! 😛 Najgorszy odcinek maratonu ta łączka. Człowiek chce uspokoić oddech, napić się, zregenerować siły i co? Paręset metrów po prawie łące, jazda jak po kretowisku, trzęsie jakby koła były kwadratowe. Ale nie wiedzieliśmy, że to akurat to jest ta łączka, jak nie potwierdziliśmy u znaczących trasę. Ale zaraz do tego dojdziemy.12-20161106_113333

Na razie powróciliśmy na zdecydowanie ciekawsze ścieżki i właśnie nowy podjazd, który lekko że tak można powiedzieć nas psychicznie zniszczył. Próbowaliśmy się po nim zebrać jakoś do kupy, ale od dziś to już nie będzie to samo. Niby świat jest taki sam, ale coś się zmieniło… coś w nas pękło… 😉13-20161106_120009

Pokonaliśmy wredny, nowy i niezapowiedziany podjazd, bo zapewniano nas, że trasa ta sama co w zeszłym roku. Do tej pory większość z nas ryczy jak bobry, obgryza paznokcie i tępo patrzy w ścianę. Zdjęcie mówi samo za siebie. Nikt nic nie mówi. Nic nie słychać, jak na pogrzebie.14-20161106_120346

Są winowajcy zamieszania. Znaczący trasę. Pytamy, czy „łączka Janusza” to jest to gówno, co się po tym jechać nie da jak się z lasu wyjedzie? Słyszymy: „Ty, Janusz… Twoja łączka im się nie podoba…” 😀 Janusz kawał chłopa, więc przeprosiliśmy i skręciliśmy grzecznie na podjazd 🙂15-20161106_121432

Czekamy na Jogiego. Jak na początku zanim wystartowaliśmy zapytany ile ma powietrza w oponach powiedział, że po 5 atmosfer, to przeżegnaliśmy się jak jeden lewą nogą i poupuszczaliśmy biedakowi. Czekamy, nie widać go, pewnie dopompowuje, bo co mu przy rowerze będzie jaki burak grzebał 😀16-20161106_121757

Całą watahą już za chwilę urokliwym, aczkolwiek mokrym singletrackiem ruszyliśmy dalej, póki pamiętamy, bo tu jeszcze nieoznakowane.17-20161106_122519

Znowu podjazd, znowu zjazd, i tak aż to zaje…chania 🙂18-20161106_123016

No nic… trzeba się zbierać, tylko 25km, ale dla niektórych „to tylko” to zapraszamy, zrozumiecie, że 60km po asfalcie przy tych dzisiejszych naszych 25, to tak jak w ogóle na rower nie pojechać 🙂19-20161106_125642I tak już zupełnie na koniec dla wytrwałych… (ciekawe kto wszystko dzisiaj przeczytał 🙂 ): filmik. Taka prośba statystyczna 🙂 Jeśli drogi czytelniku przeczytałeś całą relację i obejrzałeś poniższy filmik, zostaw lajka poniżej… będzie wiadomo, czy ktoś tu zagląda i czyta, czy piszemy tak sobie, w powietrze 😀 Dzięki! No i dopingujcie nas w piątek, na maratonie! 🙂

Menu

Facebook