Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Na dożynki!


Dziś dożynki powiatowe! Organizowane znowu w Gminie Pątnów, w urokliwym miejscu, jakim jest Załęczański Ośrodek Harcerski. Taki jest plan, żeby dzisiaj zajechać. Jako, że msza dożynkowa rozpoczyna się o 14, my wyjeżdżamy wyjątkowo późno, bo o 13. Dożynki będziemy mieć na powrocie, na jakimś 57 kilometrze.

Patrząc na pogodę to dzisiaj każdy przejechany kilometr w terenie jest mnożony przez 1,3. Na początku było nas dużo. Nawet ośmiu.01-20160911_131610

Golgota na Kraszkowicach zweryfikowała skład. Dominik stwierdził, że w Kamionie będzie jego punkt krańcowy. 02-20160911_134034

Z ośmiu zrobiło się siedmiu. A tu syzyfowa górka za Kamionem.03-20160911_134506

Kamion. Plaża, most, słońce, rowery, endorfiny,  a za chwilę podgórka. Fest podjeździk. 04-20160911_135317

Zaczynamy! Syzyfowa górka. Najsilniejszy, czyli fotoreporter musi wjechać pierwszy, żeby połapać dobre ujęcia. Niby Janek zaraz na kole, ale niestety, namiot zdążyłoby się rozłożyć 😛 Zaraz Karol. Młody, ale ma respekt do starszego i nie wyprzedza z racji wiadomej: żeby nie wk.wiać 🙂 Ważne, że może 🙂05-20160911_135751 Dalej Darek. Za Darkiem Masakra. Ta górka weryfikuje wiele. Podobno ktoś tam jeszcze z tyłu jedzie.06-20160911_135817

O faktycznie! Bogdan! Cześć Bogdan, jak masz na imię? Po tym podjeździe długo się zastanawiał, co odpowiedzieć. A Buri? Buri okazało się, że wjechał przed Jankiem i fotoradar nie zdążył go ustrzelić.07-20160911_135851

Kierunek Działoszyn, PKS przy naszym rozkładzie już ma opóźnienie. A my cały czas do przodu. Czas idealny. Pogoda idealna. Piachy idealne. A jak ktoś narzeka, to czekamy, aż się przewróci, potem zakopujemy gdzieś w lesie.08-20160911_141113

Działoszyn. Widać w tle cementownię. Taki jest nasz punkt krańcowy dzisiejszej wyprawy.Trzeba zjechać w depresję, by potem się tylko wzbijać. Od płaskiego to wiadomo co boli. Dupa boli.09-20160911_142409

Działoszyńska stacja PKP. Zegar zaklejony, bo i tak nikt się do niego nie stosował. Tylko my jak głupki według czasu. Nawet mieliśmy 2 minuty nadwyżki. Ale piaski wszystko zweryfikowały. PKP daleko za nami, PKS ma parę minut straty.10-20160911_145149

Prawie pasem startowym lotniska w Działoszynie rozpędzamy się, żeby rozwinąć skrzydła. 14:50. Do Załęczańskiego Ośrodka ZHP mamy 1:10 wg rozkładu. Niby jest to do zrobienia, ale różnie to może być. Jedziemy.11-20160911_145324

Cementownia. Ogromny kolos, kiedyś zabierzemy Was tam na wycieczkę po zakładzie, a tymczasem, borem, lasem do Zalesiaków na Grądy.12-20160911_150013

Niektórzy z nas są tu pierwszy raz. Czyli Buri. Co chwila miał rozdarcie wewnętrzne. Z jednej strony piękne widoki rozdziewiczane przez niego, z drugiej presja z wieluńskich stron. Ale złapał 12 gum, 4 zerwania łańcucha, jakoś to opóźnienie w domu trzeba wytłumaczyć.13-20160911_150249

Powiat pajęczański obsługiwany jest drogowo przez jakąś szwajcarską firmę, co widać po znaku. Co prawda mało dokładni, bo nam wyszło 26,6metra a na znaku 26. Wiadomo, że powyżej 5 zaokrąglamy w górę 😉14-20160911_150951

Piec do wypalania wapna czekał na nas w tym samym miejscu, co zawsze. W Raciszynie. Ale prawie do niego dojazd został wyasfaltowany. Od niego już sama przyjemność, jak jedziemy polnymi i szutrami.15-20160911_151842

Na wysokości pierwszego kamieniołomu, gdzieś na 42 kilometrze spotkaliśmy amatorską drużynę offroadową. Niestety nie chcieli z nami w teren. Za słabe sprzęty. No w końcu niedziela, trzeba wybaczyć.16-20160911_152201

Jedziemy dalej. Co chwila wyprzedzamy grupy kajakarzy. Nawet płyną korytem rzeki. Żar z nieba. Telefony od żony. Tereny nie nudne, bo dosyć mokro i jedzie się całkiem miło. Nie kurzy się bynajmniej. Ani nie kaczy.17-20160911_152312

Plan jest taki, że na dożynki przez Bobrowniki, a wcześniej przez Lisowice i Sęsów. Podpuścić treneżerzuncia i na kole niewiele zostało. Krzyczeli tylko z tyłu: wooody! Albo coś podobnego.18-20160911_153531

Po naszej prawej podjazd pod górę świętej Gienki. Dzisiaj odpuścimy, bo lecimy wg rozkładu. Niektórzy z nas już mają przeje*chane od swoich połów, więc co z różnica, czy umrzesz za 10 minut później, czy za godzinę? No żadna, ale psycha siada i baba z wozu, koniom lżej. A tu nic lżej. Nie pomogły lamenty i tłumaczenia o pękniętych gumach, otwartych złamaniach, harpiach z bagien, czy dezorientacji w Działoszynie, kiedy pytaliśmy o drogę… Pamiątkowa fota, kto dożył do tego miejsca.19-20160911_154232

Szarpnęliśmy na Bukowce, gdzie dalej na Piaski, ale szutrem. Po naszej lewej Stara Wieś. Dziwne, bo to nie jest miejscowość, tylko nazwa własna, tak do wiadomości.20-20160911_155713

I tu się rozstajemy. Janek i Buri gromami pędzeni chcą szybko do Wielunia. Ale patrzą na nas, łzy lecą z zazdrości i stwierdzają: pojedziemy zobaczyć na te dożynki i zaraz wracamy! Ale tylko na chwilę! I tak mamy już kocioł 🙂
Ps. Niech Was tu znak nie zmyli na Granatowe Źródła, bo to jedna wielka ściema. Znaczy się, można tędy dojechać, ale nie 5 tylko jakieś 15km. Przez Bobrowniki, Gligi i Troniny. Panie majster! Dałeś pan d. 🙂21-20160911_160254

I tak się też stało, jak powiedzieli. Podjechali, a było ich dwóch. Mężnie i chyżo pożegnali grupę, która kurczyła się coraz bardziej. Dominik umarł w Kamionie, czas pożegnać kolejne zwłoki. Buri i Jan. Dziękujemy! 22-20160911_161315

Czas na okowitę. Dożynki powiatowe. Zgubił nam się Karol. Żegnamy się czule z Jankiem i Burim, żeby za chwilę się pożywić.23-20160911_161646

Dożynki, albo raczej dorżynki, bo dorżnęli z cenami. Dwie kiełbaski za 26 zeta, jedna, zeschła karkówka za 16 zeta. K.#wa drożej jak w Sheratonie. Całe tygodniowe kieszonkowe poszło na małą przekąskę. A miało być tak pięknie 🙁  Budżet posypał się jak brokat na sylwestra. Nie wiadomo, czy na Bieszczady starczy.24-20160911_162936

Darek znalazł 2 złote, jest szansa, że jeszcze po drodze coś zjemy. Albo chociaż popatrzymy. Jedziemy na Przywóz. Do Majki i Andrzeja.25-20160911_164310

Lasem, mimo piasków to jednak lasem. Bo chłodniej, bo milej i tak jakoś cudnymi zapachami pchani. Lasu zapachami, żeby nikt nie pomyślał inaczej.26-20160911_170034

W Przywozie spotkaliśmy kolegów, którym się spieszyło. Nam w sumie też. Bo mieli węższe opony, więc było wyzwanie. Szarpaliśmy wiatr jak reksio szynkę. Mieli dużo łatwiej, bo bardziej rześcy, a my w terenach złupieni po 70km. Więc jest motywacja. Odpaliliśmy petardy w łydach i ze średnią podciągającą pod 30 od Przywozu do Rudy ciągnęliśmy razem. W końcu to piękna, rodzinna niedziela, to i tempo rodzinne 😛27-20160911_181749

Gdzieś na skraju urwał się Bogdan, ale też miał towarzystwo, które zgubiliśmy za jakąś chwilę na ścierce w Rudzie. Znaczy się ścieżce. O Boże Ty widzisz i nie grzmisz? Taki kulfon, a nazwany ścieżką. Ale mamy dobrą informację. Ale to za chwilę, jak dostaniemy oficjalną odpowiedź z komendy policji 🙂28-20160911_182206

Menu

Facebook