Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Na wschód! Tam muszą być jakieś górki!


Nooo także tego. Dzisiaj zupełnie odbiegamy rowerami od Wielkiego Łuku Warty, chociaż myślami cały czas drążymy…

Chętnych na wyjazd było nas czterech, ale jeden musiał porobić zdjęcia, pewnie i tak nieudane – ciuchci z jakiejś tam rocznicy. Ciuchcia jak to w PKP standardowo bywa podczas takiej uroczystości spóźniła się klasycznie, więc na razie jedziemy w składzie na 75%, ale z prędkością też na 75%.01-20160903_132718

Dogonił! Dojechał! Wołoszański! Witka, witka i lecimy. Pod wiatr. Do tej pory było18km/h, jest czwórka, można ciąć wiatr na podwójnym wachlarzu 🙂02-20160903_133028

Szło grubo, prawie 30km/h non stop. Częste zmiany. Ale asfalt. Trzeba urozmaicić. Skrócić, ale wydłużyć. Nie szybko, ale ciekawie. Spokojnie. Szuter na pocieszenie.03-20160903_134544

A z szutru znowu na asfalt, pod wiatr. Jest jedna zasłona, lecz za wolna. 23km/h pod wiatr schowani za traktorem. No nie chciał przyspieszyć, to my przyspieszyliśmy.04-20160903_140405

Wyprzedziliśmy ze dwa traktory i trzeci z balami się trafił. Ale nadal 23km/h. I zwalniał. No trudno, rozstajemy się. Zjeżdżamy na nasze górki.05-20160903_140615

Po pokonaniu pierwszej górki zastaliśmy na stałej trasie dwie przeszkody. Jedna to hopka w postaci zwalonej brzozy i wysypanego przejazdu pod nią, druga to kamienisty kawałek, który pokochał kolega Cichy i przykleił się jak gekon do kamieni. Zdjęcia z przytulania nie zamieszczamy, bo wiemy, że dzieci tu zaglądają, a to stosunkowe wypierniczenie było 🙂06-20160903_142639

Na tamtej górce Hajdi dostał rozkaz poczekania za nami, bo wprowadzał na pierwszym podjeździe i stwierdziliśmy, że jednak lepiej dla niego, żeby poczekał, ale nie posłuchał. Wchodził na głęboką wodę za nami, aż patrzyliśmy jak tonie. To chociaż na tej górce może poczeka?  Zaraz tu będziemy podjeżdżać 🙂07-20160903_143513

Ale tymczasem jeszcze jeden, kolejny, dobry podjazd 🙂 Cichy głośno sapie.08-20160903_143928

Ktoś tu przyszykował całkiem niezłe kawałki do polatania w postaci ustawionych hopek z palet. Pewnie ten sam ktoś zrobił to z poprzednimi kamieniami. Wydaje nam się jednak, że to pod motory typu enduro, niż pod nawet fulle.09-20160903_144020

Niewzruszeni lecimy dalej, trasą starym korytem. Znowu podjazd. Na pierwszym planie Wołoszański ze swoją kosmetyczką.10-20160903_145011

No i jesteśmy na punkcie, gdzie jakby się ktoś zgubił, to ma tu czekać. Nie ma Hajdiego. Czekamy. Dzwonimy, nie ma zasięgu. Jedziemy. Na Jaśki. 11-20160903_145917

Długa, leśna pożarówka. Spotkany w lesie rowerzysta z reklamówką i piłą spalinową nie wyglądał na grzybiarza, więc złapaliśmy swoje tempo i uciekliśmy, dzięki czemu mamy wszystkie kończyny 🙂12-20160903_151714

Szukamy sklepu. Minęliśmy jeden, zamknięty, stacja Czastary, tu też był kiedyś sklep. Był. Jest nadzieja, bo za stacją jest kolejny szyld, że jest sklep. Też zdechnięty. Gdzie te wszystkie chopy piją? Wszyscy zakupy chyba w Kaufie i w Lidlu robią, to pozamykano wszelkie lokalne dochodowe wówczas sklepy.13-20160903_152757

Z Czastar na Kąty Walichnowskie, ale te asfalty nie są nam po drodze. Robimy wszystko, żeby nie być monotonnymi.14-20160903_153335

Nawet jak drogi nie ma, to jedziemy tam, gdzie tylko rower przejdzie. Oczywiście pięknych dam nie przecioramy po takich nieużytkach, tylko największych grzeszników. W końcu niech sobie odpokutują różne takie 😉15-20160903_154251

W Łyskorni wkoczyliśmy na koło całej grupie zmierzającej na dożynki. „Jadą chłopcy i dziewczynki (…)”. Nasza, to ta w tym biało-różowym kasku 😉16-20160903_154728

Dalej sklep, potem z wiatrem i na kole na Wieluń, więc więcej zdjęć nie będzie, bo nuda na asfalcie, że się chce pobudzić dolne partie żołądka do działania na niekorzyść przełyku, ale jakoś dojechać trzeba 🙂 Jutro mixer regionalny w Łodzi, więc widzimy się na Pietrynie! 🙂

Menu

Facebook