Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Szlakiem dwóch starych lip


Jak hucznie zapowiadaliśmy, dzisiaj miał być wyjazd bardzo spokojny, rodzinny, w końcu dochodzą nas za plecami informacje, że z chęcią ktoś by się tam przyłączył, ale my jeździmy za szybko, za daleko i w ogóle… no to była trasa i pomysł na dziś, żeby zachęcić tych trochę mniej jeżdżących i pokazać im, że da się jechać zupełnie tempem rekreacyjnym 🙂 Ale… no właśnie…

Rozumiemy wszystko. Oprócz jednego. Skoro otrzymujemy wiele głosów, że „jeździłbym z wami, ale za szybko jeździcie”, „jeździłabym z wami, ale godziny mi nie odpowiadają za bardzo”, „jeździłbym z wami, ale za daleko” i tym podobne uwagi, próbujemy coś z tym zrobić. Ogłaszamy, że wypad jest organizowany naprawdę wolnym tempem i gdzie jesteście? Gdzie ci wszyscy, którzy tak chcieliby jeździć, a nikt nie przyjeżdża? 🙁 Jak widać po poniższym zdjęciu sami nowi. Budujemy chyba zatem ekipę z ludzi, którzy jednak wolą jechać, niż gdybać i narzekać, siedząc w domach. Ale bardzo prosimy: nie narzekajcie, skoro ani razu nie spróbowaliście.01-20160731_100203

Skoro – jak zakładaliśmy znając życie – nikt na rodzinny wyjazd się nie zapisał, to w zanadrzu plan na objazd pajęczańskich szlaków rowerowych. Znalazło się dwóch w grupie, którzy niby do 14 mieli wrócić, jest parę po 10, a trasa liczy 80km. Uda się zamknąć w 4 godzinach? Na dodatek treneżeżunio dojechał starego znajomego kolarza, Frysiaka, z którym powspominał sobie do Mierzyc stare dobre czasy szosowego 🙂02-20160731_102228

Z Mierzyc na Kamion, a dalej na Niżankowice i Szczyty. Co się dzieje? Cały czas asfaltami… trasa od Przycłap do Toporowa wyznaczona w terenie, ale po pierwsze: szanujemy kolegów Janka, niech sobie powspomina, po drugie: trzeba wybrać opcję szybszego dotarcia w pajęczańskie tereny z racji założonych już pod presją 4 godzin.03-20160731_104118

Fajna sprawa – nowy asfalt od Niżankowic w stronę Szczytów. Można sobie pofolgować. Co prawda mamy pod wiatr, ale w grupie wiatr oszukujemy, jak się tylko da.04-20160731_105503

Pierwszy wodopój miał być właśnie w Niżankowicach, wiosce, która kiedyś zwała się Dziadakami, od nazwiska założyciela, potem Niżankowice, również od nazwiska, w dziękczynieniu za pomoc starosty wieluńskiego Tadeusza Niżankowskiego w odbudowie po pożarze. Nie wiedzieliście, prawda? 🙂 Tu możecie poczytać o tym więcej 🙂05-20160731_111043

Po postoju w sklepie lecimy w stronę Siemkowic. Piękne tereny, często otaczają nas wyrobiska i kopalnie.06-20160731_111700

Zaczyna się szlak dwóch starych lip. Tak piękny, że i oznaczenia i nawierzchnia jak widać na światowym poziomie. Szwecja, Belgia, Holandia i inne kraje wysoko rozwinięte rowerowo mogą nam tylko pozazdrościć 😉07-20160731_112423

Ale za chwilę, mimo, że asfalty jakoś nam do MTB nie leżą, to ten zaczął się całkiem sympatycznie i wiódł nas przez spory kawałek lasu, dając chwilę schronienia przed słońcem.08-20160731_113416(0)

Skończył się asfalt i wszyscy zadrżeli, bo na poboczu stała czarna wołga. Na szczęście bez dachu, ale klamki miała, więc Koniu podszedł w zaufaniu i nawet o dziwo – dosiadł wołgi. A obok stał wóz w stylu karetki z czasów drugiej wojny.09-20160731_113805

Jednak większą furorę zrobiła wołga. Trzeba było się karnąć. Paliwa starczyło niestety tylko w tę i z powrotem, więc musieliśmy skorzystać z naszego transportu.10-20160731_113814

Całkiem fajną ubitą drogą dolecieliśmy do Pajęczna. Szkoda, że nikt z miejscowych się tu nie pokazał, bo mijaliśmy pewnie fajne tematy po lewej i prawej, ale trzeba mieć swojaka w nieznanych, wtedy można wnukom potem opowiadać 🙂11-20160731_113949

A tak, myk myk i Pajęczyna.12-20160731_115443

Z Pajęczyny w stronę gdzieś Działoszyna. Z naprzeciwka przepisowo jak zwykle o tej porze roku Andrzej ze szwagrem kumbajnem jechali. Hedera oczywiście nie odpięli i nie ciągną za sobą, bo „ee no tylko tu na pole 2 kilometry”, to po co odpinać? :/ Ledwo się zmieściliśmy, ale jakoś gęsiego się upchaliśmy.13-20160731_120806

Minęliśmy Grądy, gdzie codziennie gospodynie okna przemywają, bo przez płot cementownia… 😉14-20160731_121904

Z Grądów na Zalesiaki. Pozersko na mostku, który jakiś czas temu odzyskał swoją przejezdność, bo zaczynało już brakować desek, po których można by było przejechać 🙂15-20160731_122137

Po małym postoju w Zalesiakach lecimy na Działoszyn. 16-20160731_124159

Jest Działoszyn i dni Działoszyna. Jak widać przereklamowane 😉 Nic się nie dzieje! 🙂 Tylko Andrzej prawidłowo sobie zaparkował i czeka na wieczorny koncert 😉17-20160731_124816

Działoszyn pochłonięty, Bobrowniki też, czas na Przywóz.18-20160731_131034

Przed Ogroblami zaczęło się chmurzyć i dość intensywnie ale drobno padać. Taki deszcz to nie deszcz. W Wieluniu podobno oberwanie chmury. Przeczekaliśmy zatem wieluńską ulewę w barze, gdzie treneżeżuniu już musiał jechać, bo osiem telefonów na minutę i w słuchawce było tylko słychać: „Janek! Allez, allez!”, do Bogdana dzwoniły psy, że balkon niezamknięty i musi jechać bo leje, no to nam się trochę skurczyło. 19-20160731_132607

Przeczekaliśmy wieluńską ulewę i ruszyliśmy już asfaltem na Wieluń, bo był cynk, że leci następny opad z lewej. Wiatr dość sporawy również z lewej, więc mogło się zgadzać patrząc po niebie.20-20160731_135635

To po prawej właśnie wyszło z Wielunia, więc mieliśmy okno pogodowe, żeby w miarę dojechać na tak zwanym suszu 🙂21-20160731_140006

Jednak żeby to osiągnąć trzeba było wprowadzić tzw. „podwójny wachlarz”, bo był mocny boczny wiatr i dzięki zastosowaniu tej techniki mogliśmy jechać na krótkich zmianach nie schodząc poniżej 30km/h. Panie treneżeżuniu! Udało się! Chłopaki załapali o co chodzi! 😀 Każdy z bananem na ustach po dojechaniu do Rudy stwierdził, że w peletonie siła! 🙂22-20160731_140654

A tutaj jakby coś pokropiło 🙂 23-20160731_142246

No i kolejny wypad bardzo udany, dziękujemy wszystkim, którzy byli, którzy mieli czas, chęci… no i rower 😉24-20160731_142450

Menu

Facebook