Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Działoszyńskie klimaty w pełnym słońcu


Po wczorajszych mistrzostwach w jeździe na orientację i wspaniałym, spontanicznym grilu, na który na szybko zmajstrowaliśmy lepszą ekipę, niż na niejedną wyprawę, czas na niedzielę czas na rower. Ciekawe kto dziś pojedzie z poniższych? W sumie to zebrało się dzisiaj parę osób 🙂 W zależności od dzisiejszego składu albo improwizacja, albo klimaty działoszyńskie dla nie znających tematu.01-20160521_220505

Z racji mocniejszej ekipy, bo nikt z chętnych zapowiadających się na rodzinne rajdy na starcie się nie stawił, padło na Działoszyn. Co by nie było za nudno, zaraz za Wieluniem w teren 🙂 Nie ma nic lepszego po sobotnim maratonie 🙂02-20160522_101026

Jak impreza zaczęła nabierać tempa, to Koniu postanowił – mimo, że jest jednym z najsilniejszych w grupie – że sobie złapie gumę. Szybka akcja serwisowa i jedziemy dalej. Ale ale! Za wymianę dętki zabrał się sam Jan Majchrowski. Nie musimy chyba przypominać, że jak był trochę młodszy, to zdobywał wszystko chyba, co było do zdobycia w kolarstwie szosowym, łącznie z mistrzem Polski. Teraz spokojnie prowadzi swój sklep, a jak nie chce spokoju, to jeździ z nami 🙂 Usługa serwisowa wykonana w niedzielę to jakieś 500% ceny 😉 Ale kto bogatemu zabroni? Tylko bogatszy podobno  🙂 03-20160522_103126

Kraszkowice, wszyscy w kościele, to droga pusta. Grupa z przodu, Jogi coś osłabł.04-20160522_104814

Z górki kraszkowickiej na Toporów. Pogoda marzenie. Na licznikach 28. Stopni. W cieniu.05-20160522_105840

Jogi wychwalony wczoraj za wspaniałą kondycję i zajęcie 5 miejsca w swojej kategorii w jeździe na orientację powiedział: nie chwal nie chwal, bo przechwalisz. No i wykrakał. Dojechaliśmy do  Toporowa i na sklepie się pożegnaliśmy. Na postoju spotkaliśmy kolegów rowerzystów, którzy przyjechali aż z Blachowni koło Częstochowy. Pozdrawiamy! 🙂06-20160522_111240

Jedziemy dalej. Kamion. Kierunek Działoszyn.07-20160522_111548

Za Kamionem oczywiście żeby nie było za łatwo, podjazd.08-20160522_111923

Krzysiu Adam gdzieś się zakopał w piaskach, więc czekamy. Prawie się załapał na pamiątkowe zdjęcie, ale przemknął tak szybko, że nawet nie usłyszał 🙂09-20160522_113242

Niby dużo piasków na jednym odcinku, ale jak widać sami pedanci, żeby sobie rowerków nie zakurzyć 😉 Boczkiem, boczkiem, byle do przodu 🙂10-20160522_113454

Gdzieś przed Działoszynem, nasz nowy kolega w grupie Karol postanowił zgubić kurtkę. Część czeka, czoło wraca szukać zguby. Słońce praży, więc trzeba skryć się w cieniu.11-20160522_113941

Jest i Karol. Na swojej przełajówce nie miał pojęcia o tym terenie, że nie można po takich piachach takim rowerem, że po korzeniach nie można też nie wiedział, ale przejechał 😉 I kurtka też się znalazła. A to najważniejsze, bo przecież się przy takiej pogodzie przyda 😉12-20160522_114525

Wjeżdżamy w Działoszyn. Jakiś 30 kilometr trasy. Chce się jeszcze więcej.13-20160522_115603

Po Działoszynie czas na stację PKP, ale wcześniej singletrack działoszyński od boiska do schroniska. Każdemu się podobało, bo można trochę poszaleć.14-20160522_120931

Witamy w PRLu. Stacja PKP Działoszyn. Zamiast poczekalni sklep. Rodem z Misia. Klimat niesamowity. Można przenieść się w czasie, bo niesamowita atmosfera.15-20160522_121352

Pani ekspedientce sprzedaliśmy tekst o naszym koledze, że został kiedyś mistrzem Polski i nie tylko, zaraz przyszła z kartką i długopisem po autograf dla swojego synka. Bardzo miły gest i sytuacja, która łapie za serce. Bardzo serdecznie Panią pozdrawiamy 🙂16-20160522_121808

Jeszcze tylko pamiątkowe foto, że na pewno tam byliśmy i kierunek cementownia.17-20160522_122046

Jest i cementownia. Kolos przy nas. Widok niesamowity.  Dalej na Grądy.  Tam codziennie kobity myją okna z racji zapylenia od cementowni 😉18-20160522_123007

Z Grądów w kierunku Zalesiaków, ale mamy do pokonania jeszcze Wartę. Najpiękniejszy i najbardziej urokliwy odcinek na dzisiejszej trasie. No i trafił się jeszcze miejscowy chłopak, który to zdjęcie uczynił na pamiątkę 🙂19-20160522_123245

Zalesiaki połknięte, Działoszyn bokiem też, potem Raciszyn, a dalej na Lisowice. Zawsze tu jeździmy w niedziele, więc nic się przy tym piecu nie dzieje, ale mamy wrażenie sądząc po rozjeżdżonej wapiennej drodze, że tu jeszcze dzieją się jakieś fajne rzeczy i że ten piec jeszcze funkcjonuje.20-20160522_125003

Jeden z kamieniołomów pod Lisowicami. A przed nami Warta. Klimat świetny.21-20160522_125552

Z Lisowic skręciliśmy na Bobrowniki. Janek dając autograf znów poczuł się mistrzem, bo jak poczuł asfalt i podpuścił paru naszych, to się trochę przegrupowaliśmy 🙂22-20160522_130536

Na wyjeździe z Bobrownik minęliśmy się ze znajomą ekipą z Działoszyna. Szybkie przywitanie w biegu i jedziemy dalej. Czas nam się kurczy, więc nie stajemy.23-20160522_131101

A jednak. Koniu puścił się przodem i pozwolił sobie na wjazd na Żabi Staw.24-20160522_131322

Zrobił to, bo Janek mówił, że dawno tutaj nie był. Coś gadali o żabach, ale było mało śmieszne, więc pomijamy ten wątek. Janku, zdjęcie dla Ciebie 🙂25-20160522_131355

Na rozdrożu w oczekiwaniu za Krzyśkiem, który to coraz lepsze wymyślał usprawiedliwienia, jak do nas dojeżdżał. Tym razem był to obcierający hamulec 😉26-20160522_132545

Nie być w barze w Przywozie a przejeżdżać, to tak, jakby być na Jasnej Górze i się nie pomodlić. Spotkaliśmy tutaj kolejną grupę z Działoszyna i naszą zaprzyjaźnioną grupę Relaks. Wszystkich, ale to wszystkich bez wyjątków pozdrawiamy 🙂27-20160522_140418

Dalej na Łaszew. Oczywiście rezygnując z asfaltu mimo, że Krzysiek właśnie uciekł nam na Mierzyce. Ale spokojnie, dojdziemy go terenem 🙂28-20160522_141718

Dojeżdżając do Łaszewa spotkaliśmy jeszcze ekipę z Rudnik. No coś niesamowitego. Tylu dzisiaj rowerzystów, że nakręca nas to jeszcze bardziej 🙂 Zrobimy niedługo wspólną imprezę rowerową, ale odezwijcie się do nas wszyscy, których dzisiaj spotkaliśmy 🙂29-20160522_142244

Łaszew i po Łaszewie. Teraz już z wiatrem do Wielunia. Potrzeba trochę wsparcia w postaci tego daru natury, bo ileż można jeździć pod wiatr.30-20160522_142955

Jeszcze tylko kawałek lasu i zaraz Wieluń. Pogoda cudna. Żyć, pedałować, nie umierać.31-20160522_143904

Ktoś krzyknął: Stop! Awaria! I reszta jak za pociągnięciem hamulca awaryjnego w pociągu wyhamowała cały skład. Niby nic poważnego, ale trzeba było stanąć.32-20160522_144521

Michałowi coś weszło w oponę. I to był gwóźdź. Niekoniecznie gwóźdź programu, a jednak chciał zabłysnąć w naszej relacji, to niech ma swoje 5 sekund 🙂33-20160522_144533

No z 5 sekund zrobiło się 5 minut, a z 5 minut 15 minut. Ale na 14 zdążymy do Wielunia mimo, że już jest 14:30. Tylko my potrafimy załamywać czasoprzestrzeń.34-20160522_144852

W międzyczasie Janek edukował nas, co to za poplon rośnie. Niby coś dla pszczół, niby coś tam, ale do końca nie było wiadomo. Po tylu kilometrach to człowiek przestaje normalnie funkcjonować. Nawet po zrobieniu zdjęcia operator zasnął w chwastach 😉35-20160522_145200

Wyjeżdżając na „ścieszkę” rowerową spotkaliśmy Krzysia, który sobie „skrócił” trasę, żeby się z nami nie pchać w tereny. No ładne skrócenie 🙂 36-20160522_145952

Serdeczne dzięki za dziś i pozdrowienia dla wszystkich pozytywnych ludzi spotkanych na dzisiejszej trasie 🙂

Menu

Facebook