Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Góry Sowie. Dzień pierwszy. Tour the Głuszyca


Dobry wieczór 🙂 Jest 21: 07, gdy zaczynamy ten wpis 🙂 Ogarnęliśmy się już łącznie z kąpielą i grilem, więc czas przedstawić fakty z dzisiejszego dnia.

Dziś wszystko miało być dopięte na ostatni guzik i pójść jak w zegarku. I tak na początku też się sprawdzało. Zajechaliśmy na miejsce wg czasu, planowany start na dwóch kółkach o 11. Godzina 11 z minutami i już byliśmy zwarci do tego, co nastąpi za chwilę… pamiątkowa fota, żeby udokumentować kto zaczął dzisiejszy wypad, bo wg informacji niektórych wszyscy mogą tej trasy dzisiaj nie ukończyć 😉01-20160507_110431

Ruszyliśmy. Pierwszy podjazd i już zrobił wrażenie. Ale skoro podjazd, to i zjazd pewnie jakiś będzie 🙂02-20160507_110855

Oj było dziś tych zjazdów, podjazdów, a można było zostać w domu i po lesie w Leniszkach pojeździć. Nie no, tam jest tak płasko, że d. boli 🙂03-20160507_112219

Wg wytyczonego szlaku na mapie powinniśmy przejechać nad torami, jednak ktoś stwierdził, że zamknie ten przejazd i musimy przebrnąć bokiem. Zaraz będzie kolejny podjazd, pierwszy na tej trasie w terenie, który za chwilę uświadomi praktycznie całej grupie, że tutaj te śmieszne ponad 50km jest porównywalne spokojnie do 100 w naszych terenach.04-20160507_112618

Ktoś wątpi? Ktoś nie wierzy? Nachylenie pewnie ponad 20%. Było co deptać.05-20160507_113131

Mały odpoczynek po podjeździe, ale i przed kolejnym podjazdem. Przewodnikowi grupy ten teren jest dość dobrze znany i wiadomo jakie za chwile przewyższenie nastąpi. Dlatego obowiązkowy przystanek, zasilenie batonami i płynami energetycznymi i ruszamy. 06-20160507_114852

Na odcinku jednego kilometra wdrapywaliśmy się 130m non stop w górę. Naprawdę jest co pedałować 🙂07-20160507_115544

Szczyt pośredni osiągnięty. Ale to jeszcze nie są takie górki, jak opowiadał Janek Majchrowski, że korbą ocierał o szczyt, albo jak zjeżdżał z górki i miał pomidory w tylnych kieszonkach, to wylatywały.08-20160507_120322

Na granicy polsko-czeskiej zmierzaliśmy w stronę kolejnego, sympatycznego podjazdu. Na 18 km byliśmy na wysokości 680m. Na 23km osiągnęliśmy najwyższy szczyt, cały czas podjeżdżając.09-20160507_121619

Jeszcze jeden podjazd. U niektórych pojawiają się zmarszczki 😉10-20160507_122331

Jesteśmy! 23km trasy i 976m. Pamiątkowe foto podczas szczytowania i trochę w dół 🙂11-20160507_123412

Tylko trochę, bo za chwilę kolejny podjazd.12-20160507_123821

I kolejny. Dziś radości z podjazdów nie było końca. 13-20160507_125310

Trochę płasko się zrobiło, więc mały odpoczynek, bo za chwilę przed nami góra. Waligóra. 14-20160507_131023

Ale Waligórę mamy objechać bokiem, bo podobno dość wyzywająca. Chociaż… ale to za chwilę.15-20160507_131923

Najpierw Koniu 🙂 Miał żurek w tym pojemniczku, ale od tej temperatury żurek wyparował, zostało samo jajko.16-20160507_132139

W trakcie postoju wypatrzyliśmy napis na oznakowaniu: „0,4km singletrack”. No jak tu nie skorzystać? Odbijemy sobie troszkę pod Waligórę i przejedziemy się tym downhillem.17-20160507_133226

Ale to nie był downhill tylko uphill 🙂 Pewnie w drugą stronę by się dało zjechać 🙂18-20160507_133754

No nie. Jesteśmy na szczycie Waligóry. Turyści stawiając na nas krzyżyk i odciągając nas od zjazdu z drugiej strony mieli rację. Naszymi rowerami tędy raczej zdobylibyśmy nagrody Darwina 🙂 Powrót.19-20160507_134048

Ale nie singletrackiem, tylko znalezionym w ostatniej chwili dość trudnym, z luźnym podłożem szlakiem. Bartosz! Czemu prowadzisz? Wsiadł i zjechał.20-20160507_134612

Romek też chciał zjechać, ale źle się złożył, przewinął się przez rower i wydymił tak, że przez 10 minut zastanawiał się, jak się nazywa. Zaczął się zbierać, zaczął oglądać swojego Garmina i pewnie jak usłyszał trzask podczas upadku pewnie modlił się myśląc: boże spraw, żeby to była piszczel. Faktycznie, Jogi zapytał Romka czy wszystko ok, ten patrząc na Garmina jęknął, że w porządku chyba, ale Jogi patrząc na piszczel Romka pisknął tylko: Oj nie bardzo! Twoja piszczel! Romek oddechnął spokojnie, że to nie Garmin. 21-20160507_134619

Zjeżdżamy zatem bokiem. To, co widać za naszymi plecami, to Waligóra, na którą wjechaliśmy, ale downhillem nie zjechaliśmy, tylko wróciliśmy na szlak. 22-20160507_135610

Mały postój w schronisku na uzupełnienie kolejnych płynów i czeka nas co? Podjazd 🙂23-20160507_140905

Noooo jest znów co deptać 🙂 W tle Waligóra.24-20160507_141935

Po podjeździe zjazd. Ale w sumie to nie był przymusowy, jednak troszkę pogubiliśmy drogę. Ale tylko troszkę. Ostry zjazd. Zgadnijcie co następuje po zjeździe? 🙂25-20160507_142552

Podjazd 🙂 I to nie byle jaki 🙂26-20160507_143556

Po podjeździe piękny singletrack.27-20160507_145152

Cały czas w dół. Obawiamy się o jedno: skoro jest tak ostro w dół, to? No to pewnie podjazd. Ale nie! 28-20160507_145204 Na razie piękny widoczek, więc szkoda tego nie uwiecznić 🙂 30-20160507_154047

Piękny, długi singletrack. Coś niesamowitego! Najpiękniejszy chyba odcinek całej dzisiejszej trasy.31-20160507_155346

Trasa dzisiaj wymagająca trochę bardziej, niż w Załęczańskim Parku Krajobrazowym.32-20160507_155952

Jakieś asfalty. No nuuuuda, nuda panie, nuda!33-20160507_160349

Pojechał pilot na zwiad, reszta gdzieś z tyłu. Dzwoni Zepchnęła, że Renklod zobaczywszy niewiastę złapał gumę. Zwiad zaliczony po pięknym zjeździe, czas na podjazd.34-20160507_161020

Zmiana gumy, czas 1:23m. Byłoby szybciej, ale takie widoki były, że aaaa… trzeba tam było być! Zostawiamy to dla siebie 🙂35-20160507_161324

Po pięknym, terenowym zjeździe, dojechaliśmy do Jedliny. Bokiem towarzyszył nam piękny strumyk przez chwilę, ale takich widoków nam dziś brakowało. Jest szansa na Szczawnicę może kiedyś, tam się jedzie brzegiem Dunajca… ale dobra, koniec marzeń, bo pewnie gotowi jesteśmy je spełnić w lipcu, a tu trzeba jeszcze trochę podeptać. 44 kilometry za nami. Jeszcze niecałe 15.36-20160507_162437

Niecałe 15km do końca trasy, ale ten znak w połączeniu z naszą mapą nie wróżyły szybkiego przejazdu. 25% w górę.37-20160507_162837 Niektórzy zobaczywszy ten znak zbledli do takiej bieli, że przez chwilę czuliśmy się, jak rajd młynarzy 😉 Dodatkowo przeprawa promowa była dziś nieczynna, więc trzeba było liczyć tylko na swoje dwie pęciny. A po widoku tego, co przed nami, to każdy próbował na przewodniku wymusić podjazd drogą szutrową. Ani mi się śni!  38-20160507_163333

Zadumany Jan i reszta grupy w oczekiwaniu na Jogiego. Jogi został bezkompromisowo okrzyknięty bohaterem dzisiejszej trasy.  Ogromny szacunek.39-20160507_165059

Panowie! Podjeżdżamy po małym odpoczynku! Nachylenie zdaje się zwiększać, więc mała pamiątka foto i deptamy 🙂40-20160507_165926

Oj, coraz ostrzej się robi, bo nawierzchnia się zmieniła z luźnej na kamienną…41-20160507_170335

Jest chyba koniec podjazdu! Na znaku ile? 29%! O matko. Jogi wdeptawszy tutaj, co prawda jako ostatni, ale niedługo po nas, skomentował jedynie patrząc na znak: o k.! 🙂42-20160507_170548

Odpoczęli, to jedziemy 🙂 Podobno teraz to już z górki 🙂 8km mniej więcej do celu 🙂43-20160507_171617

No było trochę z górki. Tutaj za tydzień odbywają się wyścigi MTB, a jutro objazd trasy. No pięknie przygotowana trasa, więc czas na przełaj. Oznakowali, ale nie odmulili.44-20160507_173705

Ooooo! A co to? Podjazd? Nie no… przecież jeszcze takie przysłowiowe Kraszkowice i Przycłapy, kawałek lasu i dom 🙂 Nie no, nic bardziej mylnego.45-20160507_173914

Czas na sprawdzenie trasy. No to chyba tutaj 🙂 Caaały czas podjazd 🙂 Zjechaliśmy na jakieś 463m a przed nami Włodarz… 811m. 46-20160507_174609

Obok było 811, my pewnie na jakichś 802, ale szacun dla całej grupy, bo co było do podjechania, to i do zjechania również 🙂 To był najwyższy szczyt dzisiejszego dnia. Teraz tylko w miarę w dół.47-20160507_175330

3km do celu. Piękne widoki, których zdjęcia celowo nie przekazują, bo trzeba się z nami wybrać, to zostaje w sercu i w umyśle.48-20160507_181004

2km do celu. Jakby to skomentował Renklod: ee do dupy taki odcinek, nikt się nie wywalił 😉49-20160507_181233

Tutaj musztrowo wszyscy gęsiego środkiem, byle do celu. A cel za chwilę.50-20160507_181412

Jesteśmy na miejscu. Zrobiliśmy fest grila, były prawie tańce, prawie dziewczyny, prawie ciepło 🙂 Idziemy do pokoju odpocząć, bo jutro podjazd pod Wielką Sowę 🙂

Dzięki za dziś całej ekipie! Każdy bez wyjątku dawał sobie doskonale radę. No wyjątkiem był Jogi, który dał sobie radę bardziej doskonale, niż sam myślał 🙂

Menu

Facebook