Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Wszystko przez dziewczyny


3 maja. Kolejne święto. Nastawieni na rodzinny wyjazd zebraliśmy się o 10 pod Starostwem. Licząc na spokojną jazdę dzisiaj zobaczyliśmy Cichego z żoną i córką na starcie. Jest szansa.  Na niekorzyść reszty grupy przyjechali rodzinnie nas przywitać i pożegnać 🙂

W najbliższy weekend zdobywamy góry Sowie. Janek, nasz trener, nasz moralizator tak nakręcił temat, że jedzie, aż powstała idea poćwiczenia przed wyjazdem. Dziś dużo podjazdów. Ale. Okazało się, że książę Janek nie doczytał, a wyjazd o 10. Siedział na jutubie i oglądał filmy ze zjazdów mtb, gdy dzwoniliśmy, pytając gdzie jest. A to nie o 11? No nie. Na szczęście zabezpieczony w ciuchach rowerowych wyskoczył z bloku jak filip z espedeków 🙂01-20160503_100824

Lecimy Rudą na las. Oczywiście przepisowo, prawą stroną asfaltu, mimo, że „cieczka” rowerowa po lewej. Konwencja wiedeńska i wszystko jasne 🙂 A do tego Krzyś eliminator, który po cywilu, w polarze, w dżokejce przyjechał nas kawałek odprowadzić, bo wstał za wcześnie. Nie zdążyłby na 10, więc trening miał na  11. I kawałek z nami na Rudę przejechał. Pa pa Krzysiu 🙂 I dzięki za ten kilometr z takimi kotwicami 🙂02-20160503_101426

Jest i Cichy z rodzinką. Tak jak obiecaliśmy, w niedzielę słabsze tempo, dla wszystkich. Tak to sobie wzięli do serca, że przez chwilę daliśmy się nabrać, że dziś jest niedziela 🙂 Dlatego tworząc wydarzenia w postaci wypraw rowerowych na naszym fejsie wpisujcie swoją obecność, wtedy łatwiej ogarnąć trasę dla wszystkich. A dziś?  No jak w temacie: panowie żałują, że dziewczyn nie było. Dlaczego?03-20160503_101943

Trochę lasów nikomu nie zaszkodziło, a wręcz przeciwnie: dotlenienie organizmu i bliski kontakt z przyrodą to dla duszy naprawdę coś niesamowitego. 04-20160503_104201

Ale starczy tych słodkości. Czas zabrać się za siebie, bo weekend w Sowich nie dla dzieci. Z Kraszkowic na Mierzyce podjazdem. Nachylenie dość spore, ale ktoś to zdjęcie musiał zrobić. Górka pokonana przez fotografa 25 km/h, reszta trochę bledsza, więc trzeba kolory na zdjęciu podciągnąć. Fotograf tej grupy ma najgorzej. Interwały musi takie walić, żeby wszystko uchwycić.05-20160503_105247

Jogi zostawał dzisiaj z tyłu. Ale było zapowiedziane z góry: jeśli dziewczyny dziś nie jadą, to i tak dziewczyny jadą ostatnie. Zawziął się po tym. Odpoczęli? To jedziemy! 😀06-20160503_105733

Dziś z racji mocnej grupy nie ma taryfy ulgowej, nikogo nie wysyłamy skrótem, kiedy podjeżdżamy pod jeden z gorszych dla zwykłych śmiertelników tematów. Nawet Robert, którego chcemy zabrać na chociaż jeden dzień w Sowie postanowił sobie pospacerować. A Jogi?07-20160503_110819

Zmotywowany wyjazdem w góry postanowił, że żadna górka nie będzie mu bruździć w życiorysie. Nie powiemy, że wszystko podjechał, bo byśmy spalili pół relacji.08-20160503_110909

W Toporowie poczekaliśmy chwilę na Jogiego, który tylko Jankowi zdradził swoją strategię. Ale zrobił to tak cicho, że wszyscy słyszeli.09-20160503_111624

Mały postój na szczęście dla całej grupy w Kamionie. Ehhh dziewczyny… gdzie jesteście? Bo chłopaki ze śmiercią w oczach słuchali, co za chwilę się wydarzy.10-20160503_114234

A działo się grubo. Kojarzycie ośrodek Camion w Camionie? Czy jakoś tak? No jest małe nachylenie.11-20160503_114519

Niektórzy tak deptali, że aż pogubili śrubki z bloków. 12-20160503_115203

A może to tylko symulowanie przed dalszą jazdą i próba wymuszenia odpoczynku? Nieee 🙂 Absolutnie 😛 Chętnie byście mnie tam zakopali w piasku, jakbyście wiedzieli, co nastąpi dalej 🙂 Dokręcony blok na jedną śrubkę i zjazd bardzo niebezpieczny.13-20160503_115231

Kiedyś podobno można było tędy zjeżdżać na żywioł, dzisiaj parę osuniętych półek z korzeniami, że nasze XC nie dały rady, więc początek sprowadzki, potem co niektórzy w zależności od stopnia fantazji i ubezpieczenia puścili wodze fantazji 🙂14-20160503_115558

Były zjazdy, czas na męski podjazd. No dobra, taka rozgrzewka przed męskim podjazdem 🙂15-20160503_120122

Tutaj poproszeni zostali wszyscy (Jogi jeszcze jedzie, więc nie słyszał) o szczery uśmiech 🙂 Bo za chwilę witajcie góry Sowie! 🙂 Taki mały przedsmak.16-20160503_120559

Nachylenie jakieś 8-9%. Jedziemy. 17-20160503_120837

Robert nienauczony jeszcze podjazdów z nami stwierdził, że dziś jeszcze gdzieniegdzie podprowadzi, natomiast Jogi tak się zawziął, że połknął górkę w całości. Brawo! 🙂18-20160503_120847

Mały postój, na którym zostało ogłoszone, że to jest punkt, wyznaczający, kto jedzie na weekend w góry Sowie. Janek Majchrowski stwierdził dojeżdżając jako siódmy, że jakby wiedział, to byłby drugi 😀 Czekaliśmy chwilę  na Jogiego oznajmując mu, że tylko pierwszych dziesięciu, którzy tutaj dojadą, łapie się na wyjazd w Sowie. Trochę się zmartwił, ale jak się dowiedział, że jest dziesiąty i załapał się, nie było większej radości już dziś na trasie.19-20160503_121644

Po zjeździe na Kamion czas na podjazd. Kolejny. Dzisiaj totalnie się pocimy. Dzięki dziewczyny po raz kolejny! W międzyczasie dostaliśmy parę telefonów, że w Wieluniu pompa z góry i burze.  Jogi dzisiaj bohaterem. Kolejna górka zaliczona. To jest to! Bilet na Sowie z urzędu 🙂20-20160503_122705

Z Kamionu na Ogroble. Z naprzeciwka nadciągała grupa rowerzystów. Jak się okazało, z Chorzewa. A na Bobrowniki to dobrze jedziemy? No nie bardzo.21-20160503_123515

Zapraszamy z nami, z powrotem. Pogadaliśmy w międzyczasie,  okazuje się, że trochę śledzą nasze poczynania. Tłumaczyli się słabymi rowerami. Ale co znaczy słaby rower do słabej wymówki wyjścia na rower? Wiadomo. Pokazaliśmy drogę na Żabi Staw a sami po raz szósty pod rząd skierowaliśmy się na  Przywóz.22-20160503_124127

Majka i Andrzej ugościli nas jak zawsze. Jak zawsze czuliśmy się jak w rodzinie. Nawet Robert rzędem z tymbarkowych opowieści oznajmił: „zrób mi słitfocię”. Mówisz i masz 🙂23-20160503_125539

W Wieluniu leje. Śmiejemy się, bo cały czas jedziemy w słońcu i pięknej pogodzie. Chociaż… zaczyna się coś zaciągać na niebie. Tutaj Darek, Jogi i Romek stwierdzili, że polecą asfaltem przez Mierzyce, a reszta na Łaszew. Mieliśmy cichą nadzieję, że ich złupi za karę, a my objedziemy bokiem. 24-20160503_131424

Także dziewczyny na prawo, panowie na lewo.25-20160503_131554

Ktoś z tyłu krzyknął: robimy podjazd  na Przywozie za kurha… nie zdążył skończyć, bo reszta przytaknęła, jak stado baranów: beeee…z żadnych problemów 🙂26-20160503_132244

Po podjeździe i zjeździe kierunek Łaszew. Gdzieniegdzie trafiają nas krople deszczu. Niewzruszeni jedziemy dalej.27-20160503_132551

Tutaj chyba było nam za gorąco, bo ktoś stwierdził, że czas się ochłodzić. Michał został chwilę na przystanku, celem odziania się w coś nieprzemakalnego.28-20160503_133618

Ubrał się i dojechał do grupy. 29-20160503_133839

A my czekamy na autobus. Najbliższy będzie w czwartek, tłusty czwartek. 30-20160503_133844

Nie ma zatem co czekać, więc lecimy dalej. Buty napiły się tyle wody, że asfalt za chwilę był suchy. Nie mówiąc już o reszcie odzienia, która też lubiła chłonąć wodę.31-20160503_134632

Dobrze nasączeni wjechaliśmy w teren. I wiecie co? Przestało  padać. Szlag by to. Przecież my kochamy tereny. Tam przynajmniej nie pada.32-20160503_135229

Wilgotnym lasem jedziemy na Rudę. Jest przyjemnie, temperatura odpowiednia, mimo, że wilgotno.33-20160503_135956

Jako, że rowery podczas jazdy w przycłapskim lesie przybrały trochę błota, czas otrzepać je na „ścieszce” w Rudzie. 34-20160503_141236

Mimo, że dziś tylko pindziesiont kilometrów, to pojazdów było tyle i terenów na dwa dni jazdy, że gdyby nie wprawa, to relacja byłaby pisana na stojąco 🙂

Dzięki za dziś! 🙂

 

Menu

Facebook