Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Końska dawka leśnej przygody


Po wczorajszej jeździe i liźnięciu trochę dzietrznickich i ożarowskich lasów nastawiliśmy się dzisiaj na jazdę lasem, gdzie się tylko da 🙂

Zebrani przed 11 pod radiem, a trochę nas się zebrało, podzieliliśmy się – jak zwykle ostatnio – na tych, co lubią szybko i na tych, co lubią przygodę w terenie 🙂01-DSC_0663

Dzisiaj na początku wiatr nam sprzyjał, podpuszczeni przez kolegę Janka zapięliśmy z żaglem 50km/h do Stawu. Za chwilę asfalt się skończy i sprawdzimy, jak wygląda teren po porannej ulewie. Tak jak uspokajaliśmy jeszcze wczoraj wieczorem: nie ma się co bać porannego deszczu, bo na nasz dzisiejszy wypad padać nie będzie. Chociaż… był taki jeden, który upierał się przy swoim.02-DSC_0664

Jak widać, nie wszędzie było sucho, jazda slalomem między kałużami niby okej, chyba, że ma się błotniki i można przyjąć parę kropli błota na klatę 🙂03-DSC_0665

Dojechaliśmy ze Stawu przez Gromadzice w stronę Skrzynna, by w przysiółku Błota zawinąć w kierunku Pysznej i jej brzegiem w stronę Masłowic zmierzyć się z wiatrem.04-DSC_0669

Tereny naprawdę urocze, rewelacyjny kawałek zimą przy zachodzącym słońcu, gdzie wszystko pokryte śniegiem. Oczywiście jak się wszystko zazieleni to również nabiera ten odcinek uroku 🙂 Jedziemy pod wiatr, pod prąd, bo jak wiadomo z prądem tylko zdechłe ryby płyną 🙂05-DSC_0671

Wiatrowi na razie mówimy baj, bo ścianą lasu kierujemy się do Masłowic.06-DSC_0674

W Masłowicach wiatr przypomniał nam o sobie, ale tylko przez niedługi odcinek, bo za chwilę zjeżdżamy z asfaltu i wpadamy w las, zapominając o wietrze przynajmniej do Łaszewa.07-DSC_0675

Chwilami przez chmury przebijało się słońce, co powodowało, że jechało się jeszcze przyjemniej. Do momentu, kiedy meteorolog Tomek zaczął skrzeczeć, że na jego wszystkich prognozach będzie opad między 13 a 14. Nie potwierdzamy, bo sprawdzaliśmy i nic takiego się nie miało wydarzyć.08-DSC_0676

Wpadliśmy w las i zaczęły się rozmowy o grzybach, musieliśmy się więc zatrzymać, żeby dać sprawdzić niedowiarkom, że grzybów jeszcze nie ma.09-DSC_0679

Drogi przeciwpożarowe w naszych lasach wyglądają coraz lepiej, dlatego często z nich korzystamy. Pozwalają nam na szybkie przemieszczanie się do terenów, gdzie możemy sobie pobrudzić rowery.10-DSC_0683

O właśnie. Coś fantastycznego. Może nie dla wszystkich, ale dla nas to jak rycie dzika w szyszkach w poszukiwaniu żołędzi 🙂11-DSC_0686

Kierunek Oberża Knieja, na mały postój. Cały czas lasem. I terenem.12-DSC_0690

Jest Oberża, ludzie spożywający tam posiłek patrzeli trochę z przerażeniem na naszą grupę, ale wcale nie dziwota, bo to same kilery. Przy stole zabijamy śmiechem, jak Bogdan i Janek opowiadają dowcipy 🙂13-DSC_0692

A dla naszego sympatycznego Konia znalazła się nawet kostka cukru od barmana, po której poszedł w las, jakby mu homonto odpięli. Wniosek? Nie dawać Koniowi cukru, nie będzie uciekał grupie 😉14-DSC_0693

Z Oberży ruszyliśmy w stronę Łykowego. Kurczę, przecież tydzień temu tu był asfalt! 😉 Można tutaj bez skrupułów obrzucać się błotem 🙂15-DSC_0697

Połowa trasy. Nie czuć zmęczenia, za to czuć wszechogarniającą radość, bo ekipa jak zwykle świetna i słońce czasem też się potrafiło dzisiaj do nas uśmiechnąć, na złość Tomkowi.16-DSC_0704

Z Łykowego na Krzeczów, nudnymi asfaltami. Na szczęście tylko paręset metrów i znowu teren.17-DSC_0706

Ale najpierw przystanek na żądanie pod sklepem, Tomkowi brakło bananów. Bogdan stwierdził, że będzie nudny i asfaltami oddali się już na Wieluń, na spotkanie z jarecką. Pocieszanie nic nie dało, że następnym razem zrobi z nami całą trasę, ze łzami w oczach pojechał na chatę.18-DSC_0708

Ścieżką jak widać rowerową wbiliśmy się w las. Znowu las. Aż do znudzenia. Nigdy. Lasy się nie nudzą.19-DSC_0709

Droga z Krzeczowa do Kamionu drugą stroną rzeki jest całkiem przyjemna, ale nielegalnie jeżdżący po tych szlakach quadowcy są dla nas plagą. Szkoda, że nadleśnictwo nic z tym nie robi, bo drogi są w tak fatalnym stanie, że piachu z tygodnia na tydzień jest coraz więcej.20-DSC_0710

Pierwszy wąwóz – wjazdowy, dzisiaj zapełniony po brzegi. Nami oczywiście, bo dziś mocna i liczna ekipa.21-DSC_0712

Drugi wąwóz zjazdowy, równie klimatyczny jak pierwszy. Potrzeba nam takich miejsc w naszym regionie.22-DSC_0714

Na końcu wąwozu odbiliśmy w lewo, na długi i weryfikujący podjazd, żeby sprawdzić się przed wypadem w Góry Sowie już niebawem. 23-DSC_0717

Dzisiejsza weryfikacja przeszła pomyślnie, wszyscy zapisani na wyjazd w Sowie 🙂 Było ciężko, ale po złapaniu normalnego rytmu serca i oddechu u każdego pojawił się uśmiech 🙂24-DSC_0718

Zjechaliśmy do Kamionu i nastąpiła mała modyfikacja zaplanowanej wczoraj trasy. A konkretnie jej wydłużenie o Przywóz i Łaszew 🙂 Cieszy jeszcze bardziej 🙂25-DSC_0720

Dochodzi 14, a tu ani kropli deszczu. Już kolega Tomek prawie dostał zakaz publicznego wypowiadania na temat pogody podczas wyjazdów, a tu od parasola pod którym siedzieliśmy odbiło się dokładnie 16 kropli deszczu. Uff… parasol nas uratował i po przeczekaniu tej ulewy ruszyliśmy dalej, na Łaszew.26-DSC_0722

Zawsze przejeżdżamy przez Łaszew nie zwracając uwagi na piękny drewniany kościółek typu wieluńskiego. Na szczęście dzięki Romkowi mogliśmy dzisiaj go Wam pokazać.27-DSC_0733

Po pokonaniu trudnych asfaltów z Łaszewa na Strugi znowu co? Las! 🙂 Dzisiaj było dość wymagająco, więc końcówka trasy odbyła się w milczeniu 😉28-DSC_0734

Wykorzystując całkiem legalny skrót w Rudzie, o którym mało kto wie, dobiliśmy do błoto-otrzepywaczki, czyli słynnej „ścieżki rowerowej” z Rudy na Wieluń.29-DSC_0736

Jeszcze tylko czułe pożegnanie na przystanku i każdy udał się już na zimny rosół. Z premedytacją czekaliśmy na ten zimny rosół, bo było warto 😉30-DSC_0741

Dziękujemy ekipie za dziś! Obiecujemy, że następne wyprawy będą jeszcze lepsze! 🙂 I bez tego deszczu… 😉

 

Menu

Facebook