Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/vienna/header.php:2) in /wp-content/themes/vienna/inc/functions/scripts.php on line 66
 

Rosolaki


 

Dzisiaj pogoda kolejny raz zachęcała do jazdy i nogi aż prosiły, żeby nimi kręcić. A wykręciliśmy 50-60km 🙂

Zebrało się nas trochę pod radiem, niektórzy nawet na szlifierkach. Dzisiaj w sumie dałoby radę całą trasę kolarzówką przejechać, aczkolwiek znakomita większość rowerów aż prosiła się o teren. Nie mówiąc już o pogodzie.

20160207_110154

Plan był jedyny słuszny: ruszamy z wiatrem, potem bocznym pod osłoną lasu, no a pod wiatr też korzystając z dobroci osłony leśnej, ale nie zawsze się dało. Tak więc wieje na północ, więc kierunek Staw. 20160207_111242

Ze Stawu na Gromadzice, każdy próbował dostosować swoje tempo do grupy. Wyglądało to trochę jak zespół muzyczny, który pierwszy raz w życiu chciał zagrać koncert. Wiatr pomagał, więc podpychał kontrabasistów pod smyczkarzy.20160207_112037

Z Gromadzic na Skrzynno. Janek się pyta: „kto ukradł asfalt”? Spokojnie panie kolego, zaraz oddają 😉20160207_112735

No i jest. Mały postój za przysiółkiem co się zwie Koziołek.20160207_113813

A co do koziołków, to doskoczyły do nas takie dwa 🙂 Karol Kuklewicz i Marek Beśka. Możemy się tutaj pochwalić Karolem, który ma na swoim koncie ogrom sukcesów, o których możecie poczytać tutaj. Oprócz tego trenuje we włoskim teamie i zapowiada się bardzo obiecująco. Życzymy kolejnych sukcesów! 20160207_114045

No ale dobra, jedziemy dalej. W Kolonii Dąbrowice czołówka nam się odkleiła, bo szosa i stare nawyki niektórych, ale lisi sprycik, mapka, puszczenie wcześniej informacji o postoju w sklepie na Dolinie Czernickiej, mały skrócik i prawie zjechaliśmy się z szosowcami 🙂20160207_115432

Po zgryźnięciu i chlapnięciu paru rzeczy w lokalnym sklepie ruszyliśmy w stronę że niby na południe. No i pod wiatr. Niemały, ale jednak. na horyzoncie las. A w lesie wiadomo: wiatr nas szuka, my go niekoniecznie 🙂20160207_120347

Minęliśmy Jasień i wbiliśmy na Józefinę. Ludzie z posesji wychodzili, bo nigdy tylu rowerów na raz nie widzieli 😉 Tzn. wychodziliby, ale akurat było prawie południe, więc niedziela i albo rosół, albo kościół. A większość z nas też tej miejscowości nie widziała, więc radość była prawie obustronna.20160207_121759

Z Józefiny w las. Pod wiatr, piachem, pod słońce. Tyle szczęścia naraz! Trzeba było to uwiecznić.20160207_121846

Oczywiście po zrobieniu zdjęcia przodkowi, trzeba potem gonić resztę. Jak dobrze, że w lesie są rozjazdy, to błądzi czołówka jak dziecko we mgle. Grzecznie czekają, bo drogi nie znają.20160207_122013

Grupa posklejana, można ruszać dalej. Na Jodłowiec. Mimo lasu, wiatr nas znalazł, ale taki groźny jak w polu nie był.20160207_122309

Dotarliśmy do Jodłowca. Karol „rosolak” już podpytywał o godzinę. Na 13 rosół. Zdąży? Nie zdąży? W trakcie całego wypadu trwały miłe pogawędki. O rosole również.20160207_123531

Tak sobie gaworzyliśmy w najlepsze, jak któryś się zmiarknął, że chyba kogoś zabrakło. Okazało się, że kolega Janek widział, jak eliminator Krzyś coś tam gdzieś na chwilę stanął jakieś dziesięć minut wstecz, ale pewnie nic poważnego. Krzysia nie widać. Może honorowo się wyeliminował? Dzwonimy. Gałązka weszła w blaciki i Krzyś musiał naprawić usterkę. Grupa czeka, patrol wraca.20160207_123839

Jest. Teren dość trudny i częste rozjazdy, więc pomoc była konieczna, co by nam się eliminator nie wyeliminował.20160207_124220

Dobiliśmy do reszty i pełnym składem z Jodłowca ruszyliśmy na Wierzchlas.20160207_124452

Wiatr cały czas próbował rządzić. Jechaliśmy zatem między podmuchami.20160207_124613

Mały przystanek i poczekanie na kolegę Stanisława, bo już zaczęła się zarysowywać grupa „rosolaków”, ale nie znając drogi musieli czekać na rozwidleniu.20160207_125548

Dobiliśmy Piechowem do Wierzchlasa. Jakiś wariat rzucił hasło: „a może by tak jeszcze na Przycłapy i lasami?” Reszta z uśmiechem na twarzy zaaprobowała.20160207_130828

No oprócz rosolaków. Rosolaki pojechały sobie prosto na Wieluń z Wierzchlasa i ich relacja wyglądała tak (i to wcale nie w skrócie): Wierzchlas-Ruda-Wieluń-Rosół. Reszta zgodnie kierunek Przycłapy.20160207_131310

Jedziemy, wieje. Nic nowego. Prawie nic.20160207_132018

Nagle jak dzik z leśnej bocznej wyskakuje jeleń. Jeleń na rowerze? Nie! To Daniel! Zaspało się chłopinie, ale i tak mu się nie udało uniknąć dzisiejszej wyprawy. Złapany na gorącym uczynku zmuszony, by dokończyć z nami trasę.20160207_132033

Trochę się nam żal zrobiło, że tak Daniela naprostowaliśmy, więc zaproponował wyciągnięcie trasy, na co wszyscy zgodnie przystaliśmy.20160207_132815

Już prawie mieliśmy skręcać z Przycłap lasem na Wieluń, ale u niektórych rosół odgrzewany albo dopiero na czternastą, więc kierunek Kamionka.20160207_133130

Cały czas lasami, gdzie droga przemieniała się w dukt, a dukt w ścieżkę, by na końcu zrobić się zaroślami.  Na szczęście parę metrów obok był asfalt, to przewodnik uratował tyłek, bo jedni klnęli a inni się przewracali 😉20160207_133847

Ścianą lasu z Kamionki w stronę Rudy. Wiatr zmienił się w lewy boczny. Może być. Słońce, plaża… a nie, to nie ta wyprawa 😉20160207_134534

Jest Ruda w oddali. W międzyczasie zadzwonił Krzysiek z odłączonej wcześniej grupy rosolaków, że jednak rosołu dzisiaj nie ma i gdzie jesteśmy to jedzie do nas. Z wiatrem polną drogą 50km/h na spotkanie z Krzyśkiem i ten wiatr we włosach.20160207_134849

Dotarł do nas niedoszły rosolak, dojechaliśmy do Rudy i pożegnaliśmy kolegę Stanisława. Stanisław maratończyk. W tamtym roku wszystkie bajk maratony objechał oprócz Wałbrzycha. Szacunek. My dalej na Wieluń.20160207_135558

54km dziwnie wyglądały, bo ani to 50, ani 60, więc jeszcze we dwójkę z Danielem pociągnęliśmy na botan. Zapakowaliśmy rowery na prom i czekamy. Okazało się, że to nie prom, tylko pomost i nie przeprawimy się na drugą stronę 😉20160207_143628

Czas więc na powrót do domu. Pojeździłoby się jeszcze, ale w końcu ten rosół co go trzeba odgrzać, może skisnąć. 20160207_144404

Dzięki i do następnego!

 

Menu

Facebook